powrót

Archiwum newsów

 

Bracia Dalcz i S-ka - Teatr im. Słowackiego w Krakowie

 

zobacz trailer »

 

"Córki Dancingu" - musicalo-horror w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej
z choreografią Jarosława Stańka objawieniem festiwalu w Gdyni

 

.......Córki dancingu", czyli nieokiełznane szaleństwo filmowe 

"Wreszcie, na to właśnie czekałam!", "Prawdziwe odkrycie", "Ten film mnie rozwalił od początku do końca" - takie opinie dało się słyszeć po pokazie i konferencji prasowej "Córek dancingu", które startują w konkursie głównym. Jeśli Złote Lwy mieliby przyznawać dziennikarze, to niewykluczone, że powędrowałyby one w ręce debiutującej w pełnym metrażu Agnieszki Smoczyńskiej. Może jej właśnie publicyści przyznają swoją Nagrodę Dziennikarzy? Na rozdawanie nagród pewnie jeszcze za wcześnie, ale mocnego kandydata do nich z pewnością już mamy. "Córki dancingu" zachwyciły głównie dlatego, że jest to nieoczywiste kino: nie schlebiające gustom publiczności, igrające sobie z jej przyzwyczajeniami, bezkompromisowe i w pełni autorskie. Smoczyńskiej udało się nakręcić film taki, jaki chciała - od pierwszej do ostatniej sceny.

"Córki dancingu" opowiadają o dojrzewaniu z perspektywy zmieniającego się ciała, którego transformacja jest trudna do zrozumienia i zaakceptowania. Głównymi bohaterkami są dwie syreny (grają je Marta Mazurek i Michalina Olszańska), które dołączają do dancingowego zespołu w latach 80. Konfrontacja niewinnych istot ze światem zbrukanych już umysłów (i ciał) dorosłych przynosi głównie ból. Historia zanurzona jest w baśniowości, ale nie brakuje w niej elementów rodem z horroru. To wszystko z kolei podane jest w formie (zabawy z konwencją) musicalu. Ścieżka muzyczna, którą pisały siostry Wrońskie z zespołu Ballady i romanse, jest uzupełnieniem fabuły i wypada znakomicie. Strona wizualna także dopracowana jest w najmniejszym detalu.

Na konferencji Agnieszka Smoczyńska podkreśliła fakt, że ich film jest hybrydą gatunkową, celowo odżegnującą się od polityki, choć przecież rozgrywającą się w czasach PRL-u. Na pytania odpowiadali też aktorzy. "Energia, którą wszyscy twórcy dawali sobie na tym planie, była tak wielka, że przychodząc do domu po 16-godzinnym dniu pracy, myślałam tylko o tym, kiedy znów będę na planie" - mówiła Kinga Preis. Jakub Gierszał przyznał, że kiedy przeczytał scenariusz, pomyślał: "Co to ma być?". "Powiedziałem, że kategorycznie nie ma takiej możliwości, abym zagrał w filmie, który nie wiadomo, o czym jest" - wspominał z uśmiechem. "Dopiero po spotkaniach z Agnieszką, poczułem jej zaangażowanie i energię, i postanowiłem rzucić się w wir nieznanej przygody" - dodał.

"Zrobiliśmy film dla młodych ludzi, którzy lubią Tarantino" - podsumowywała reżyserka. "To bajka dla dorosłych" dodawał operator Jakub Kijowski. "Z jednej strony to film o syrenach, a z drugiej o śmierdzących syrenach". Premiera w kinach jeszcze w tym roku!

Onet.pl 

Córki Dancingu - musical grozy w Warszawie - film w reż. Agnieszki Smoczyńskiej

Czytaj artykuł »

 

"CYBERIADA" w Łodzi

EC1 otworzyła się na kulturę. W piątek, sobotę i niedzielę w Hali Maszyn zaprezentowano pierwszy spektakl. "Cyberiadę" w/g opowiadań Stanisława Lema.

Brawa dla wszystkich studentów, którzy kolektywnie przedstawiali maszynę-kretynkę, czy społeczność Stalookich, perfekcyjnie wykonując przygotowane przez Jarosława Stańka układy choreograficzne.

Czytaj cały tekst »

 

Niech no tylko zakwitną jablonie w Ateneum

fot. Bartek Warzechafot. Bartek Warzecha

"Niech no tylko zakwitną jabłonie" w reż. Wojciecha Kościelniaka w Teatrze Ateneum. Pisze Dionizy Kurz na swoim blogu Kurzawka.

Doświadczony reżyser, aktor i twórca widowisk muzycznych Wojciech Kościelniak zdecydował się na wznowienie spektaklu sprzed 50 lat "Niech no tylko zakwitną jabłonie" Agnieszki Osieckiej. Reżyser znacznie ograniczył obsadę w stosunku do pierwowzoru, ale siedmioro artystów i znakomity kwartet muzyczny (!) dawało sobie świetnie radę z kolejnymi, stanowiącymi odrębne całości scenami, z których składał się spektakl. ...

Wszystkie sceny łączył doskonały w tym przedstawieniu Krzysztof Tyniec (Entreprener), który w błyskotliwy sposób zapowiadał, pointował, śpiewał i wykonywał akrobatyczne skoki ze sceny. Mistrz kabaretu wywiązał się znakomicie z trudnej roli wymagającej oprócz klasy artystycznej równie znakomitej sprawności fizycznej i dobrej kondycji.

Emilia Komarnicka (Buba kobietka luksusowa) przykuwała uwagę świetną prezencją i wyśmienitym tańcem według choreografii Jarosława Stańka ...

W drugiej części (powojennej) świetnie wypadła Olga Sarzyńska, która wykonała w bardzo ciekawy sposób "Walczyk Warszawy" (Jurandot/Rzewuski) interpretując go skrajnie odmiennie od znanej wszystkim wersji w wykonaniu Ireny Santor.

Warto podkreślić znakomitą formę muzyków, którzy w wielu sytuacjach wzorowo współpracowali ze śpiewającymi aktorami ...

 

całość w dziale Prasa »

Hallo Szpicbródka podoba się zarówno widzom jak i krytykom

Kilka lat od głośnej premiery OPERY ZA TRZY GROSZE w Teatrze Capitol we Wrocławiu Jarosław Staniek i Wojciech Kościelniak znowu pracują razem. Tym razem to HALLO SZPICBRÓDKA w Teatrze Syrena w Warszawie.

 

 'Hallo Szpicbródka' w Teatrze Syrena

Roman Pawłowski 2013-01-02

Spektakl 'Hallo Szpicbródka' w Teatrze Syrena Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Nostalgia za przedwojenną Warszawą w wersji reżysera Wojciecha Kościelniaka łączy się z tęsknotą za przedwojennym polskim kinem. Aktorzy Teatru Syrena przekonująco odwołują się do dziś już niespotykanego, śmiesznego i wzruszającego aktorstwa Eugeniusza Bodo i Adolfa Dymszy.

Filmowy musical "Hallo Szpicbródka" Mieczysława Jahody i Janusza Rzeszewskiego z 1978 roku był symbolem rozrywki z epoki schyłkowego Gierka. Opowieść o królu warszawskich kasiarzy, który kupuje teatrzyk rewiowy i zakochuje się w jednej z szansonistek, grała na silnej wtedy nostalgii za przedwojenną Warszawą, światem Ziemiańskiej, kabaretów i rewii. Autor scenariusza Ludwik Starski znał go z autopsji, przed wojną pisał bowiem piosenki do teatrzyków Qui Pro Quo i Perskie Oko.

Rzeszewski nakręcił w latach 80. jeszcze dwa podobne filmy grające na przedwojennych sentymentach: musical "Lata dwudzieste, lata trzydzieste" i "Miłość ci wszystko wybaczy", biograficzną opowieść o gwieździe przedwojennego kina Hance Ordonównie. Wszystkie miały ogromne powodzenie, co można tłumaczyć nie tylko modą na "retro", ale też potrzebą ucieczki od szarej rzeczywistości późnego komunizmu.

Z drugiej strony muzyczna komedia Jahody i Rzeszewskiego wpisywała się w styl telewizyjnych programów rozrywkowych z lat 70., w których roiło się od roznegliżowanych tancerek, gwiazd z piórami w pupie oraz dżentelmenów w melonikach i białych szalach, którzy stąpali po oświetlonych rzęsiście schodach. Ten nurt staro-nowej rozrywki świetnie wykpiwała Olga Lipińska w swoim "Kabareciku", który rozgrywał się w podobnym rewiowym teatrzyku, rządzonym jednak totalitarnymi metodami. I w filmie, i w "Kabareciku" główną rolę grał Piotr Fronczewski, przeżywający w tamtym czasie apogeum popularności, co w symboliczny sposób podkreślało związek między PRL-owską rozrywką i przedwojennymi rewiami.

Wojciech Kościelniak, przenosząc "Hallo Szpicbródka" na scenę Teatru Syrena, zagrał na tej samej nucie nostalgii za przedwojenną Warszawą, ale zrobił to bardziej inteligentnie. Mianowicie zamiast rekonstruować kicz rewiowego teatrzyku, wykorzystał konwencję przedwojennego polskiego kina. Dekoracje Damiana Styrny i kostiumy Bożeny Ślagi utrzymane są w kolorach sepii, czerni i bieli, część scen rozgrywa się w przyśpieszonym, slapstickowym tempie, a część w konwencji kina niemego, ze stylizowanymi napisami z projektora. Bardziej to przemawia do wyobraźni niż zdjęcia z oryginalnego filmu kręcone w plenerach odbudowanego po wojnie, fałszywego Starego Miasta.

Co ciekawe, stylizacja na stary film obejmuje także aktorstwo. Wykonawcy mniej lub bardziej świadomie nawiązują do stylu dawnych polskich aktorów, nie tylko zresztą przedwojennych. Piotr Polk jako Fred Kampinos vel Szpicbródka ze swoim przystrzyżonym wąsikiem i przedniojęzykowym "ł" to połączenie Eugeniusza Bodo i młodego Andrzeja Łapickiego, z kolei Michał Konarski jako klakier Rudy gra Adolfem Dymszą: w charakterystyczny sposób wypina pierś, stara się wyglądać na wyższego, niż jest w rzeczywistości, i mówi z akcentem warszawskiego cwaniaka zupełnie tak, jak robił to Dodek.

Stylizacja łączy się z innym pomysłem, który polega na karykaturalnym wykrzywieniu wszystkich postaci z wyjątkiem pary głównych amantów - Szpicbródki i Anity. Chodzi o podkreślenie, że w tym komicznym świecie bandytów, policjantów i artystów jedynie miłość pozostaje prawdziwa. Absolutnym mistrzostwem świata pod tym względem jest rola Mańkowskiego, szpicla, który niestrudzenie śledzi Szpicbródkę. Jacek Pluta gra ukryty całkiem pod charakteryzacją, postać buduje z przyruchów, tików, kaszlów, nerwowych śmiechów. Wzruszające i śmieszne do łez stare aktorstwo, którego dzisiaj się już nie spotyka.

Muzycznie spektakl stoi na wysokim poziomie, nowe aranżacje Marcina Steczkowskiego ożywiły oryginalną muzykę, niektóre songi brzmią, jakby napisano je dzisiaj, jak choćby dzika, rapująca "Dintojra", inne z kolei mają rozmach współczesnej muzyki musicalowej ("Klaka"). Grająca Anitę Anna Terpiłowska ma fenomenalny, silny głos, którym potrafi narkotyzować publiczność, Piotr Polk czaruje męskim wdziękiem, a Katarzyna Żak jako bufetowa Makosia śpiewa "Nogi, nogi roztańczone" z taką energią, że od wybijania rytmu trzęsą się fotele na widowni. Dobra jest choreografia Jarosława Stańka, który zrezygnował z rewiowych schodów i ograniczył tańce z piórami do minimum, w związku z czym ruch jest ekspresyjny i nowoczesny, zwłaszcza symulowana walka bandytów czy "Klaka" z choreografią rąk w białych rękawiczkach.

Muszę przyznać, że była to pierwsza moja wizyta na premierze w Teatrze Syrena od kilkunastu lat. Scenę na Litewskiej obchodziłem dotąd szerokim łukiem, bo nie było tam nic, na czym warto byłoby zawiesić wzrok. Po "Szpicbródce" zastanawiam się, czy nie zaglądać tam częściej. Oprócz niewymuszonego śmiechu spektakl przynosi także refleksję na temat kultury w czasach kryzysu. Upadającą rewię "Czerwony Młyn" ratuje bandyta okradający jubilerów i banki. Czy to nie wskazówka, skąd brać kasę na miejskie teatry?

ZAKLĘTE REWIRY" HITEM !

Ruszyła maszyna Pacyfik

Agnieszka Rataj 13-09-2011, ostatnia aktualizacja 14-09-2011 08:09

Pacyfik

(-) Na scenie Studio od dawna nie było czuć takiej energii wytwarzanej przez zebrany przecież tylko do tego przedstawienia zespół. Kelnerzy w jaskrawo czerwonych butach i uniformach potrafią stać się jednym organizmem w choreografiach Jarosława Stańka, a jednocześnie każdy z nich zostaje w pamięci jako odrębny typ ze swoją historią.

czytaj recenzje »

Co nowego ?

  Wielkie otwarcie Teatru Capitol we Wrocławiu ...

Wielkie otwarcie Teatru Capitol we Wrocławiu, film z Janem Jakubem Kolskim, Cavalleria Rusticana i Pagliacci w Operze Nova w Bydgoszczy oraz duża produkcja musicalowa w Warszawie. To tylko kilka z wielu projektów nowego sezonu, do których choreografię stworzy Jarosław Staniek.

Premiera Mistrza i Malgorzaty już 28.09.

" Bobiczek " - Teatr Zagłębia w Sosnowcu

  "Przed Bobiczkiem nie uciekniesz"

Wszyscy lubią dobre nowiny, lubią się nimi dzielić, czekać na nie i z radością podawać je dalej. Na przykład taka nowina o ślubie Welwecji i Popoczenki: nikt nie ucieka i nie udaje, że temat nie istnieje. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy nowina do najlepszych nie należy: nie dość, że na ten sam dzień kroi się konkurencyjna uroczystość, to jeszcze zupełnie odmienna w charakterze.

Staruszka Alte Bobiczkowa na łożu śmierci poważnie zastanawia się nad realnym wpływem zimowych warunków atmosferycznych na frekwencję na jej pogrzebie, który najwyraźniej jest coraz bliżej, skoro czarny anioł z uśmiechem Jokera czai się już w drzwiach jej staroświeckiego pokoiku. Zgodnie z ostatnią wolą matki, a także z własną moralnością i poczuciem synowskiego obowiązku, wrażliwy i zaangażowany Laczek Bobiczek wychodzi w ciemną noc. Smagany deszczem i wiatrem dociera pod drzwi ciotki Szracji i wuja Raszesa, by czym prędzej przekazać im bardzo złą nowinę: mama umarła, a pogrzeb o czwartej popołudniu. Proste? Wcale nie.

Niespokojny Bobiczek długi czas puka do drzwi (wszystkie ściany budowane naprędce na oczach publiczności), włącza uparcie gasnącą lampę na korytarzu i wytrwale czeka z tą swoją złą nowiną, aż jedyni przedstawiciele rodziny raczą go wysłuchać. Za drzwiami tymczasem wyrwani ze snu domownicy roztaczają wizje możliwych skutków nieprzemyślanego złapania za klamkę i dopuszczenia do głosu nocnego nieproszonego gościa. Im dłużej tworzą te swoje czarne scenariusze, tym bardziej stają się one prawdopodobne, a nad ich rozważaniami zawisa zupełnie realna groźba, że ślub na 400 osób i 800 zakończonych kurzych istnień po prostu się nie odbędzie. Wreszcie zapada decyzja: trzeba uciec przed upiornym posłańcem i przed jego straszną wiadomością.

Przed nowiną ucieka więc energiczna i neurotyczna ciotka Szracja (brawurowa Dorota Ignatjew) z mężem (Wojciech Leśniach) i urokliwą córką-panną młodą (Edyta Ostojak). Kroku próbują dotrzymać im oczarowany wdziękami przyszłej żony pan młody (Aleksander Blitek) z rodzicami: zdystansowaną Cickewą (Maria Bieńkowska) i Baraguncele (Zbigniew Leraczyk). Ani noc, ani ziąb nie zrażają ich do pomysłu ukrycia się na plaży, na której jedynymi bywalcami są dwaj zabiegani (dosłownie) entuzjaści sportu, specjaliści od oszukiwania uciekającego czasu (przezabawne dialogi dojrzałych panów o godnej pozazdroszczenia kondycji). Nawet tam ostatecznie dopada ich Bobiczek, chcący za wszelką cenę z pogrzebu matki uczynić ceremonię wielkiej wagi. Członkowie rodziny (wszyscy w piżamach, kapciach i prochowcach) pozostają głusi na jego prośby o pochylenie głowy nad trumną i tak dalece wypierają śmierć ze świadomości, że nawet w całej swej serdeczności przekazują pozdrowienia dla mamusi.

Nieco histeryczny i mocno absurdalny pęd trwa w najlepsze, nie odpuszcza też Bobiczek: odnajduje rodzinę nawet na himalajskim szczycie, gdzie wysoko we mgle i śniegu swoją nachalną obecnością męczą niewzruszonego mnicha-pustelnika (Kamil Bochniak). I choć jeden z uczestników wielkiej ucieczki nie wstał już z plaży, a inny pozostał na wieki przymarznięty do górskiej skały, zdaje się nie mieć to większego znaczenia: Bobiczek ostatecznie zostaje spacyfikowany, Welwecja zakłada białą suknię i wszystko idzie zgodnie z pielęgnowanym przez lata planem obu matek. Czyli sukces. Prawie.

Bo choć w perypetiach bohaterów nie brakuje powodów do śmiechu, to w przedstawieniu w reżyserii Łukasza Kosa na szczęście na śmiechu się nie kończy. Warto zobaczyć to wyczekane wesele, na którym w automatycznych ruchach bawi się kolorowy tłumek, a gdzieś w kącie przejmująco chowa się prawdziwy, smutny Bobiczek, kryjący twarz pod kolejnymi maskami, pochylony nad plastikową miską. Zahukany przez własne sumienie i ignorowany przez rodzinę i gości, ostatecznie zostaje boleśnie zaszczuty przez absorbującego dziwaka profesora Kipernaja (Grzegorz Kwas). I to właśnie ten poruszający obraz zostaje pod powiekami po wyjściu z Teatru Zagłębia: obraz osamotnionego, zmizerniałego, pozbawionego nadziei Laczka, w za dużych butach, z opuszczoną głową znikającego za kulisami przed pogrzebem, przed którym nie udało mu się uciec.

W "Bobiczku" nie brakuje bardzo udanych pomysłów inscenizacyjnych, z których wiele opiera się na przeniesieniu teatralnego zaplecza na pierwszy plan: ekipa techniczna na oczach publiczności dba, by unoszący śmieci wiatr na plaży był wystarczająco porywisty, a mgła wokół Szachmandriny biała jak mleko. Techniczni budują też mieszkanie wujostwa i sprawnie aranżują weselną przestrzeń, by ostatecznie bawić się z młodymi i ich rodzinami. Całość spaja energetyczna, etniczna muzyka Daniela Blooma, w rytm której bohaterom "Zimowego pogrzebu" ucieka się nad wyraz dobrze (ruch sceniczny Jarosława Stańka).

Zrealizowany na sosnowieckiej scenie "Bobiczek" jest kolejnym dowodem na to, że w Teatrze Zagłębia udane spektakle nie są już towarem deficytowym, jeśli po "Między nami dobrze jest" czy "Korzeńcu" ktoś jeszcze miał wątpliwości. Jest przedstawieniem, w którym ze zderzenia humoru z tragizmem rodzi się spiętrzony absurd: odrobinę magiczny, nieco wulgarny, lecz przede wszystkim sprawnie ujarzmiony ręką reżysera, któremu w kreowaniu pełnego emocji świata Laczka udało się uniknąć niepotrzebnej przesady. W związku z tym nikt, komu na sercu leży kondycja teatrów w województwie śląskim, nie powinien uciekać przed "Bobiczkiem".

"Przed Bobiczkiem nie uciekniesz"

Julia Korus

Teatr dla Was

07-04-2013

Czytaj też »

"Spiski" w Teatrze Powszechnym

"Spiski" w Teatrze Powszechnym: znakomita premiera tylko dla VIP-ów [RECENZJA]-

fragmenty

Bardzo dobre "Spiski" w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego i Jarosława Stańka otworzyły małą scenę Teatru Powszechnego wartą 9 mln zł. Uroczysty spektakl był dostępny niemal tylko dla VIP-ów

Warta ponad 9 mln zł mała scena Teatru Powszechnego została otwarta w sobotę. Nowa widownia pomieści 200 widzów. Na premierowy spektakl zostały wybrane "Spiski" według powieści Wojciecha Kuczoka, autora m.in. "Gnoju" sfilmowanego przez Magdalenę Piekorz jako "Pręgi". Reżyserii widowiska wg książki śląskiego pisarza podjęli się Jerzy Jan Połoński i Jarosław Staniek. To najlepszy spektakl Teatru Powszechnego od co najmniej dwóch sezonów.

"Spiski" opowiadają o wyjeździe rodziny na wakacje w góry w czerwcu 1982 roku. Polskie życie społeczne zajmowały wtedy dwie sprawy: beznadziejność stanu wojennego oraz mistrzostwa świata w piłce nożnej, w których Polacy z Bońkiem, Latą i Szarmachem na czele mieli zdobyć nie tylko złoty medal, ale także odmienić los milionów Polaków. "Jeżeli

Polska wygra mundial, komuna będzie musiała upaść z wrażenia, że ten kraj przygnębiony stać na taki triumf" - przekonuje ojciec głównego bohatera, a dopowiadają mu pozostali: "Generałowie będą musieli odwołać reglamentację towarów, godzinę policyjną, stan wojenny, socjalizm".

Zgodnie z futbolową historiozofią, która artykułuje polską niedojrzałość i mesjanistyczną potrzebę uznania w oczach Zachodu, skutek mundialu będzie odczuwalny na całym świecie: "kraj, który najlepiej na świecie się modli i najlepiej na świecie gra w piłkę, będzie podziwiany zawsze na zawsze przez wszystkie inne narody świata" - mówi jedna z postaci podczas mszy, która przemienia się we wspólne oglądanie meczu.

Polska zajmuje jednak dopiero trzecie miejsce i historia toczy się torem wyznaczonym przez generała w przyciemnionych okularach. Rozczarowanie przenosi się w konsekwencji na niemal wszystkich członków rodziny, prowadząc do zaskakująco pozytywnych konsekwencji. Znerwicowany ojciec (dobry Artur Zawadzki) z antysystemowego obsesjonata, niepotrafiącego odnaleźć się w innej rzeczywistości niż peerelowska, przemienia się w pustelnika, miłośnika historii sztuki. Matka (Magdalena Zając) przestaje ratować małżeństwo, które "przedatowało się, ale nie straciło ważności" i wiąże się z fanatycznie uporządkowanym naukowcem. Ich syn Wojtek (Jakub Firewicz), targany erotyczno-futbolowo-religijnymi emocjami, właśnie na Podhalu przeżywa inicjację seksualną i zakochuje się w dziecięcej i wyuzdanej równocześnie góralce (Aleksandra Listwan).

Ale nie świetny tekst Kuczoka, którego dramaturgia pod koniec zaczyna nieco zwalniać, świadczy o wartości "Spisków" Połońskiego i Stańka. Ten spektakl to popis scenicznych możliwości i reżyserskiej wyobraźni. Wielopłaszczyznowa scena została zgrabnie sfunkcjonalizowana, by na niedużej powierzchni przenosić wątki w czasie i przestrzeni. Niektóre części spektaklu dzieją się w grotach skalnych, co dzięki umiejętnemu zastosowaniu światła, a nawet kapiącej wody wypada niezwykle sugestywnie. Nad całością unosi się delikatna muzyka zespołu Trzy Dni Później, który przypomina Happy Pills z ciepłym głosem Natalii Fiedorczuk.........

Igor Rakowski-Kłos 21.10.2012 Gazeta Wyborcza - Łódź

 

czytaj cały artykuł »

"POLACY Z WERWĄ"

Wielka gala w Teatrze Wielkim w Warszawie z udziałem gwiazd (m.in koncert Lany Del Rey). Jednym z najgorętszych momentów wieczoru był pokaz nowej kolekcji Gosi Baczyńskiej. Całość tego małego spektaklu mody inspirowanego dramatem Juliusza Słowackiego "Balladyna" wyreżyserował choreograf Jarosław Staniek, a oprawę muzyczną stworzył Radzimir Dębski

Zobacz reportaż z gali »

To już kolejne zawodowe spotkanie Gosi Baczyńskiej i Jarosława Stańka. Poprzedni niezwykly pokaz inspirowany filmem "Tango" Zbigniewa Rybczyńskiego został wybrany Wydarzeniem Roku w plebiscycie Doskonałość Mody magazynu Twój Styl.

zobacz film z wydarzenia »

Próby, Próby, Próby !!!


Berlin

Nowy spektakl muzyczny oraz otwarcie nowej sceny teatralnej / więcej informacji wkrótce /.


Spiski w Teatrze Powszechnym w Łodzi.

Spektakl na podstawie najnowszej powieści Wojciecha Kuczoka, autora "Gnoju" i "Senności".

 

 

 

 

 

 

 

 

" Bobiczek " - Teatr Zagłębia w Sosnowcu

  "Niezwykła burleska o życiu i śmierci"

"Bobiczek" Hanocha Levina w reżyserii Łukasza Kosa to kolejny świetny spektakl Teatru Zagłębia w Sosnowcu.

Oglądamy opowieść piękną w swej prostocie, rzecz o afirmacji życia i strachu przed śmiercią. O ślubie - początku nowego lepszego życia, i o pogrzebie, który oznacza jego koniec. To spektakl o ludzkich planach, marzeniach, które nie potrafią odmienić losu i zapobiec nieuniknionemu przeznaczeniu, jakim jest śmierć.

To także przenikliwe studium ucieczki. Rodzina Laczka Bobiczka ucieka na ośnieżone szczyty Himalajów, bo nie chce przyjąć wiadomości o śmierci jego matki i pogrzebie, który trudno pogodzić z zaplanowanym wcześniej na ten dzień ślubem.

Laczek Bobiczek ucieka przed własnymi kompleksami i prawdą o samym sobie. Stara się ją ukryć, nakładając na twarz kolejne maski. Realizatorzy spektaklu poprzez zmianę oryginalnego tytułu ("Zimowy pogrzeb") wyraźnie akcentują postać Bobiczka, by podkreślić myśl przewodnią sztuki: nasze życie jest udawaniem, konwencją, formą. Prawdziwa jest tylko śmierć, która ostatecznie nas wyzwala.

Spektakl ma formę absurdalnej burleski. Cechuje go harmonia, śmiech przeplata się z nutą metafizyki, komizm z tragizmem, zmagania z przemijaniem, gorzki humor łagodzi wzruszenie.

Łukasz Kos z wyczuciem buduje każdą scenę, z zegarmistrzowską precyzją ustawia aktorów. Bawi się formą, włączając maszynerię sceniczną w akcję, a pracownikom technicznym wyznaczając zadania równoprawne rolom aktorów. Wielki wentylator, który służy wywołaniu huraganowego wiatru lub dymarka, mgła spowijająca himalajski szczyt zyskują wartość metafory ludzkiego życia wystawionego na działanie silniejszych od nas żywiołów.

Spektakl skrzy się dobrymi rolami. Na szczególną uwagę zasługuje Marek Kossakowski jako Laczek Bobiczek - nieporadny życiowo, acz zdeterminowany zadaniem wyznaczonym mu przez umierającą matkę. Świetne portrety silnych, władczych kobiet stworzyły Dorota Ignatjew jako ciotka Szracja i Maria Bieńkowska jako Cickewa. Zapadają w pamięć Raszes Wojciecha Leśniaka i Michał Bałaga jako Angel Samuelow, gdyż śmierć, jaką niesie, nie wywołuje lęku, a jest ukojeniem.

Sosnowiecki Teatr Zagłębia, do niedawna bardzo prowincjonalna scena, w ciągu półtorarocznej dyrekcji Zbigniewa Leraczyka i Doroty Ignatjew stał się ważnym punktem na naszej mapie teatralnej. "Bobiczek" Levina - to jedna z najlepszych polskich realizacji dramatu tego izraelskiego dramatopisarza.»

"Niezwykła burleska o życiu i śmierci"

Danuta Lubina-Cipińska

Rzeczpospolita

 


Metropolish

Reżyseria: Jarosław Staniek
Choreografia: Fair Play Crew (Rafał Kamiński, Karol Niecikowski, Błażej Górski, Piotr Gałczyk, Marcin Rogalski, Wojciech Blaszko) oraz Jarosław Staniek
Scenografia: Grzegorz Policiński
Kostiumy: Dagmara Czarnecka
Muzyka, aranżacje: Cezary Krukowski
Scenariusz: Jarosław Staniek, Mirka Szawińska
Opieka literacka: Mirka Szawińska
Teksty piosenek: Mirka Szawińska, TeTris
Multimedia: Krzysztof Kiziewicz
Kierownictwo muzyczne, aranżacje: Tomasz Filipczak

Mecenat - Wschodzący Białystok
Producent - Stowarzyszenie ENGRAM


Premiera 19 maja Teatrze Dramatycznym w Białymstoku

 

 

pobierz wywiad z reżyserem » (mp4 - 7,19 MB)

pobierz wywiad z twórcami spektaklu » (mp4 - 7,22 MB)

METROPOLISH zawładnął krajem... - fotorelacja »

 

RECENZJA

Andrzej Wierciński

Go with the Flow but Don’t Stop Thinking

W poniedziałek, 24 maja 2010 w Teatrze Muzycznym w Lublinie o godzinie 19.00 obejrzałem z grupą zaproszonych przyjaciół znakomity spektakl taneczny “Metropolish”. Uczyć się patrzeć to uczyć się widzieć. Słuchać i słyszeć. Być w horyzoncie piękna.

Znakomici tancerze w wieku od dziewięciu do trzydziestu dwóch lat zaczarowali przestrzeń. Zamieszkali ją po swojemu. Genialny reżyser widowiska Jarosław Staniek nazywa spektakl “telesocjostory”. I mówi o zmęczeniu życiem, o pokusie ulegania wszechpanoszącej się recepcie na wygodne rozumienie. Wzajemne przenikanie się świata wirtualnego i realnego tworzy swoistą fenomenologię nudy. Fascynującą i degradującą. Przerobiliśmy ten temat już nieraz w literaturze światowej. Balzac i Flaubert. Także nasza nieśmiertelna Barbara z wyśnionym Józefem z “Nocy i Dni”. I jej bohatersko rozgrywany psychodramat: “Tolibowski by wiedział”. Do tego oczywiście wszechobecny Heidegger. I Solaris Tarkowskiego, z pomysłem na autentyczne doświadczenie czasu poprzez paradoksalne nasycenie go przenikliwą nudą.

Czytaj całość »

 



Strona zawiera elementy flash'owe. Aby pobrac Adobe Flash Player kliknij tutaj.



Strona zawiera elementy flash'owe. Aby pobrac Adobe Flash Player kliknij tutaj.

"Przebudzenie Wiosny"

Chwilo trwaj

Przebudzenie Wiosny

Chorzowskie "Przebudzenie Wiosny" to realizatorski majstersztyk. Odrębne światy słowa, dźwięku i ruchu przenikają się tu nawzajem i splatają w harmonijną całość. W efekcie, granice między tekstem, muzyką i tańcem stają się płynne. Wokal brzmi jak słowo mówione, a taniec wydaje się naturalnym przedłużeniem zwyczajnych gestów i ruchów. Spójność i autentyzm formy u Kosa to rezultat twórczej współpracy i porozumienia na wszystkich poziomach widowiska. Łukasz Kos wie, czego chce i wie, jak to osiągnąć

Niżyński, Eliot, Wedekind…

Wiosna u Kosa to wyrok śmierci. Żąda ofiary - jak wiosna u Niżyńskiego. Musicalowa Wendla jest zatem Wybraną. Tańczy aż do śmierci, by ziemia mogła się znowu przebudzić, wiosna - świętować, a życie umierać. Ofiara zostaje przyjęta. Sączy się woda, płyn nasienny i łzy. ,,Fioletowe lato”* Kosa zbiera swoje żniwo

29 k w i e t n i a - premiera ,,Przebudzenia Wiosny” w Teatrze Rozrywki. W przewrotnych i - jak się później okaże - proroczych słowach Eliota: ,,najokrutniejszy miesiąc to k w i e c i e ń’’**. Nieproszony, budzi do życia na ziemi, która jest jałowa - bez szans na wydanie plonu i na spełnienie. ,,Miesza pamięć i pożądanie, podnieca gnuśne korzenie sypiąc ciepły deszcz.”** I taka aura bije ze sceny Rozrywki. Kwietniowa pobudka z zimowego snu nikogo tutaj nie cieszy. Przeciwnie, Moritz odbiera sobie życie, Wendla ma skrobankę, Melchiora czeka poprawczak, a Ilse gwałci ojciec. A przecież to musical.

Wszystkiemu winien skandalista Frank Wedekind, autor dramatu ,,Przebudzenie Wiosny” z 1891r. Bohaterami jego sztuki są nastolatkowie, a osnową akcji - inicjacja seksualna, gwałt, aborcja, homofobia i hipokryzja ,,dorosłokracji”*. Wiek dojrzewania u Wedekinda to zaiste prawdziwy horror, stąd podtytuł: ,,Tragedia dziecięca”. Wciąż aktualny w musicalowej adaptacji dramatu z 2006 do libretta Stevena Satera i muzyki Duncana Sheika.

… i Kos

Wracając do Kosa i do Rozrywki, chorzowskie ,,Przebudzenie Wiosny” to realizatorski majstersztyk. Odrębne światy słowa, dźwięku i ruchu przenikają się tu nawzajem i splatają w harmonijną całość. W efekcie, granice między tekstem, muzyką i tańcem stają się płynne. Wokal brzmi jak słowo mówione, a taniec wydaje się naturalnym przedłużeniem zwyczajnych gestów i ruchów. Spójność i autentyzm formy u Kosa to rezultat twórczej współpracy i porozumienia na wszystkich poziomach widowiska. Łukasz Kos wie czego chce i wie jak to osiągnąć.

Na wstępie uwagę przykuwa - dosłownie - choreografia. Spektakl rozpoczyna taneczne solo: w białym świetle reflektora i kompletnej ciszy pojawia się Wendla. Zaledwie parę sekund i parę oszczędnych ruchów, a efekt poraża - koncentracją energii i siłą przekazu. Mimowolne gesty ręki, a raczej uniki, w kierunku lekko rozkołysanych bioder, delikatne ruchy miednicą, ugięte kolana, obniżony środek ciężkości i wrażenie, że grawitacja za moment ściągnie tancerkę w dół, podczas gdy czubek głowy ‘ciągnie’ ją w przeciwnym kierunku (zapożyczenia ze słownika tańca współczesnego), to pojedynek między ciałem a świadomością, psyche i somą, id i (super)ego tancerki. Jest w tym i dzikość i liryzm, kontrola i szał. I przedsmak tragedii. To najpiękniejsza niespodzianka musicalu Kosa. Pozostała część widowiska to ,,po prostu’’/,,aż’’ dobra musicalowa robota.

Warto wspomnieć o scenografii i kostiumach. Scena ,,Przebudzenia…” to klasa, sala sądowa i prezbiterium kościoła - dzięki genialnemu wykorzystaniu ławek. Środek zajmują ruchome ławy szkolne - Staniek nie mniej pomysłowo wplata je w choreografię - boki sceny to kościelne stalle, a tył zamykają trybuny parlamentarne lub/i sądowe. Ławka na scenie, pomysłu Anity Bojarskiej, to niezwykle pojemna, koherentna i genialna w swej prostocie metafora - obraz wartości moralnych i norm społecznych (superego) jak i obłudy, konformizmu i ostracyzmu.

Z kolei kostiumy to obszerne cytaty z epoki wiktoriańskiej - posunięte do granic pruderii. Są sztywne gorsety, suknie na kole, monstrualne peruki ale jest i groteskowe damskie obuwie na gigantycznym obcasie, odkryte kostki i burza niesfornych włosów (synonimy tzw. rozwiązłości). Na wspomnienie zasługuje - na pozór banalny - strój jednej z belferek, bo to ciekawy zabieg o wymiarze symbolicznym. Belferka nosi męski frak i zarost na twarzy. Z kobiety pozostał jej tylko głos. Bo prawdziwy ‘belfer’ nigdy nie płacze - jest bezlitosny dla normalnych inaczej.

Całości dopełnia reżyseria świateł. Marek Dawid to mistrz w budowaniu atmosfery i płynnych zmianach klimatu. W oświetleniu Dawida i choreografii Stańka, energia cudownie materializuje się w początkowym tańcu Wendli, karni uczniowie pomimo dziewiętnastowiecznych mundurków prezentują najdziksze wydanie Nirvany ze ,,Smells like teen spirit”, a lato jest fioletowe. Dlatego dodatkowe ‘atrakcje’ w postaci ‘dosłownie dosłownych’ projekcji video - przechodzą raczej bez echa.

Ale gdyby nie obsada, a zwłaszcza ta młoda i mniej doświadczona, jej stuprocentowe zaangażowanie, szczerość i ekspresja - czasem na granicy ekshibicjonizmu, i radość z bycia na scenie, nie byłoby o czym mówić. Choć chwilami bywa ckliwie i nieporadnie, a śpiew jakby chropawy - tym ludziom się po prostu wierzy. Może właśnie dlatego. Chwilo trwaj.

*,,Przebudzenie wiosny” w tłumaczeniu Michała Wojnarowskiego
** ,,Ziemia jałowa” T.S. Eliot

Monika Gorzelak
Dziennik Teatralny Katowice
19 maja 2011

Premiera Piotrusia Pana w Teatrze Miniatura w Gdańsku !

"Piotruś Pan" w reż. Jerzego Jana Połońskiego i Jarosława Stańka w Teatrze Miniatura w Gdańsku. Pisze Grażyna Antoniewicz w Polsce Dzienniku Bałtyckim.

Piotruś Pan i piraci

«Ostrzegam przed spektaklem "Piotruś Pan". Najnowsza premiera w Miniaturze może uzależnić nasze dziecko od wizyt w teatrze.

Zaczyna się klasycznie. Pan i Pani Darling idą na przyjęcie. Wendy zostaje pod opieką Niani i psa. I nagle wszystko się zmienia. Spokojny wieczór zakłócają piraci, którzy ze śpiewem wkraczają na widownię. Kiedy znikają, pojawia się dziwny chłopiec, który potrafi latać. To Piotruś Pan, władca Nibylandii - tajemniczej krainy pełnej wróżek, syren, piratów, Indian i zagubionych dzieci. Namawia Wendy, aby poleciała razem z nim na spotkanie przygody.

"Zagub się i leć do Nibylandii,
To jest raj dla takich jak my,
To jest świat bez taty i mamy,
Tu spełniają się dziecięce sny."

Propozycja budzi oburzenie Dzwoneczka (świetlistej i... brodatej wróżki). Od tego momentu akcja toczy się w zwariowanym tempie. W tym przedstawieniu wiele jest dowcipu, teatralnej zabawy, umowności. Kapitan Hak swój hak zakłada wtedy, gdy jest mu potrzebny. Piraci ćwiczą balet lub szkockie tańce, choć krok im się myli, śpiewają groźne szanty...

W nas piracka
Płynie krew
Czarna flaga, czarny śpiew.

Niezmiennie radość widowni budzi pojawienie się niewysokiego, krąglutkiego krokodyla, który kroczy dostojnie po scenie, kłapiąc dwiema deskami imitującymi paszczę (w tej roli Joanna Tomasik).

Melodyjne piosenki, rewelacyjna choreografia, zaskakująca akcja nie pozwalają widzom nudzić się ani przez moment. Zwłaszcza piraci bawią do łez.

"Piotruś Pan" urzeka lekkością, szaleństwem wyobraźni, ale są w nim zaskakująca precyzja i rytm. A jak mawiała Natalia Gołębska, wieloletni reżyser teatru Miniatura, "W największym rozkołysaniu wyobraźni rytm zawsze musi być".

Spektakl przygotowali wspólnie młody reżyser Jerzy Jan Połoński oraz doświadczony choreograf Jarosław Staniek (twórca m.in. "Opentańca", "12 ławek", czy "Fame" w Teatrze Muzycznym w Gdyni). Aktorzy zagrali rewelacyjnie. Na szczególną uwagę zasługuje Piotr Kłudka w podwójnej roli Pana Darlinga i Pirata - plastyczny i wyrazisty. Interesującą, przewrotną rolę stworzył też Jacek Majok jako Kapitan Hak.

"Piotruś Pan", opowieść o chłopcu, który nie chciał dorosnąć, narodziła się w wyobraźni szkockiego pisarza Jamesa Matthew Barriego na początku ubiegłego wieku. Doczekała się wielu adaptacji teatralnych i filmowych. Adaptację Arkadiusza Klucznika uważam za wyjątkowo udaną. Duże brawa za teksty piosenek należą się Dariuszowi Czajkowskiemu. Interesującą muzykę skomponował Michał Kowalczyk.

Scenografię zaprojektował Jerzy Jan Połoński, kostiumy Anna Chadaj, a projekcje wideo - Dawid Kozłowski. To dzięki nim na scenie powstał zachwycający, kolorowy i baśniowy świat. Wiele scen i piosenek zapamiętamy. Szkoda tylko, że piosenki śpiewane są z playbacku...

To jedno z najlepszych przedstawień dla dzieci, jakie ostatnio oglądałam - jego siłą jest wyobraźnia realizatorów. Widać, że teatr Miniatura złapał drugi oddech po remoncie.

"Piotruś Pan" urzeka lekkością, szaleństwem wyobraźni, ale są w nim zaskakująca precyzja i rytm.»

"Piotruś Pan i piraci"
Grażyna Antoniewicz
Polska Dziennik Bałtycki online
30-03-2011

Polska prapremiera musicalu SPRING AWAKENING !!!!

Teatr Rozrywki w Chorzowie

Spring Awakening

Przebudzenie wiosny - (ang. Spring Awakening) musical rockowy będący adaptacją kontrowersyjnego dramatu Przebudzenie wiosny: tragedia dziecięca Franka Wedekinda z 1891 roku. Muzykę skomponował Duncan Sheik; a libretto napisał Steven Sater.

Akcja rozgrywa się w końcu XIX wieku w Niemczech. Porusza problemy nastolatków, odkrywających własną seksualność. Oryginalna sztuka wzbudziła wiele kontrowersji ze względu na przedstawiony w niej wizerunek masturbacji, aborcji, gwałtu, przemocy wobec dzieci i samobójstwa, i do roku 1906 była zakazana w Niemczech.

Światowa prapremiera musicalu na off-Broadwayu miała miejsce w Atlantic Theater Company 19 maja 2006 roku. Spektakl był tam grany do 17 sierpnia 2006. Następnie przeniesiony został na Broadway do Eugene O'Neill Theatre 10 grudnia 2006. W 2007 roku musical został nominowany do nagrody Tony w jedenastu kategoriach.

Reżyserią polskiej wersji zajął się Łukasz Kos, a choreografię przygotowuje Jarosław Staniek.

Jest to już trzecia wspólna produkcja tych twórców po niezwykle udanych "Starość jest piękna" w Teatrze Polonia w Warszawie i "Janosik - naprawdę prawdziwa historia" w Teatrze lalka w Warszawie.

Premiera "Przebudzenia wiosny" 29.04 w Teatrze Rozrywki w Chorzowie

 

"Historia Miłosna" Teatr Współczesny w Warszawie

Historia Miłosna

Kolejny po "Szafie" spektakl stworzony z młodą reżyserką Natalią Sołtysik na małej scenie Teatru Współczesnego.

„......poetycki dramat rozpisany na trzy głosy. Postaci dramatu – Kobieta i Dwóch Mężczyzn w młodości byli sobie bliscy. Pewnego dnia Pierwszy Mężczyzna ich opuszcza. Rekonstruuje wydarzenia stwarzając na nowo postaci z przeszłości. Przeszkadza mu w tym jednak jego własna fantazja. Widzowie stają się świadkami powstawania książki – próby zmierzenia się z życiem bohaterów. Ciekawa jest forma językowa tekstu Lagarce’a – dialogi i monologi tworzą pętlę składającą się z historii o naturze miłości oraz materii czasu i pamięci.

 

Miesięcznik TEATR o spektaklu ZŁY w Teatrze Powszechnym w Warszawie

Zły

Scena przypomina plan filmowy, studio, któremu graficy, technicy komputerowi i filmowi nadadzą barwnych szczegółów dopiero po nagraniu całości. Efekt ten wywołują m.in. gra światła (za nie odpowiada Piotr Pawlik) i ruch sceniczny doskonale opracowany przez Jarosława Stańka. Wykorzystując w spektaklu scenę obrotową, Staniek ułożył serię dynamicznych sekwencji sprawiających wrażenie jazd kamery. Kolejne aktorskie wejścia i roszady ożywiane grą światła dają złudzenie zmiany planów, zacieśniania i poszerzania kadru - ramy sceny.

Filmowy charakter ma na przykład milicyjna spowiedź Heńka Nowaka (Grzegorz Falkowski). Skierowany na bohatera reflektor daje złudzenie zbliżenia, wykluczającego z intymnej sceny inne obecne podczas zeznań postaci. Światło punktowo oświetlające miejsce akcji wyraźnie kadruje przestrzeń sceniczną. Zabieg ten powtarza się w przedstawieniu, nie jest jednak tak wyrazisty jak technika stop-klatek, slow motion czy głębi ostrości, wykorzystanych głównie przy kompozycji scen walki. Poklatkowe ujęcia i zwolnione tempo widoczne są podczas bójki na placu Trzech Krzyży, przepychanki Moryca Mechcińskiego (zakapiorsko odegranego przez Jacka Belera) ze Złym w kolejce jadącej do Anina linią otwocką, walki przy odbiciu Marty Majewskiej i pobiciu Meteora (Michał Sitarski). Wreszcie podczas kluczowego starcia warszawskich kozaków z superbohaterem, przedstawionego najpierw w konwencji westernowego pojedynku "w samo południe", wykorzystującego wrażenie zatrzymanego kadru, a następnie odegranego i komentowanego na kształt współczesnej gali bokserskiej, której gwiazdą jest Robert Bobuś Kruszyna (w tej roli doskonale dobrany Sławomir Pacek).

Spektakl ma momenty imponujące - należy do nich z pewnością występ doskonale upozowanej solistki wyśpiewującej refren "Zachodni wiatr" z piosenki "Rozstanie z morzem" Marty Mirskiej w stworzonej za pomocą kontrujęć przestrzeni Kameralnej. Filmowa stylizacja, komiks, piosenka, sekwencje musicalowe, pantomimiczne sceny ruchowe dowodzą, że położono nacisk na wrażenia wizualne i widowiskowy efekt ..........

czytaj całość »

Special Olympics European Summer Games Warsaw 2010

Elios

Fragmenty Opentańca uświetniły ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpiad Specjalnych Warszawa 2010.

Widowisko Opentaniec w reżyserii i choreografii Jarosława Stańka staje się tradycyjnym elementem ważnych wydarzeń.

Tak jak w 2004 roku podczas uroczystości wejścia Polski do Unii Europejskiej tak i teraz podczas ceremonii otwarcia olimpiady tancerze pokazali fragmenty spektaklu. Słowiańska energia, pasja tańca, muzyka Adama Sztaby oraz cudowna atmosfera na trybunach to wszystko można było oglądać 18 IX na stadionie Legii w Warszawie.

zobacz film » (wmv - 48,60 MB)

Fragmenty "Opentańca" w choreografii Jarosława Stańka uświetnią
ceremonię otwarcia Europejskich Letnich Igrzysk Olimpiad Specjalnych 2010.

Elios

W dniach 18 - 24 września 2010 roku w Warszawie odbędą się igrzyska dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. Udział w nich wezmą przedstawiciele 57 Programów Narodowych Olimpiad Specjalnych z całej Europy. W sumie ponad 1500 sportowców i 600 trenerów. Nad właściwym przebiegiem igrzysk będzie czuwać 200 sędziów, 250 lekarzy, 100 działaczy Komitetu Organizacyjnego oraz ponad 2000 wolontariuszy.

W imprezie otwierającej Igrzyska, która odbędzie się na stadionie Legii przy Łazienkowskiej udział weźmie wielu znamnienitych gości z Polski i ze świata. Organizatorzy planują spektakularne show, transmitowane na żywo do kilka krajów.

Premiera widowiska "21" - musicalu opowiadającego
o powstaniu Solidarności

Głosy dwóch pokoleń w hucie stali

Anna Brzezińska 03-09-2010, ostatnia aktualizacja 03-09-2010 17:37

Uczestniczki strajku i młodzi ludzie – to z ich perspektywy przyjrzymy się wydarzeniom Sierpnia ’80. Tłem spotkania będzie huta.

autor: Radosław Pasterski
źródło: Fotorzepa
Solidarność to przyjaźń międzyludzka – mówiła Henryka Krzywonos-Strycharska podczas spotkania w Hucie Warszawa

21 - musical

Solidarność to Polska Nokia – marka najwyższej jakości, rozpoznawalna na całym świecie. Chcemy przywrócić ludziom radość i dumę z jej posiadania – mówi ojciec Maciej Zięba, dyrektor Europejskiego „Solidarności” w Gdańsku, które w niedzielę w Warszawie organizuje niecodzienne wydarzenie „2x strajk”.

Czemu niecodzienne? Pod hasłem „2x strajk” kryje się nie tylko pokaz dokumentu „Nie byliśmy bohaterami. Strajk oczami kobiet”, lecz także widowisko muzyczne „21”. Oba wpisują się w obchody rocznicy Sierpnia ‘80 i będą premierowo prezentowane w niedostępnej na co dzień ciągarni Huty Warszawa.iBohaterkami filmu Pawła Łączkowskiego, którego opiekunem artystycznym był Andrzej Wajda, są cztery. Wszystkie związane z „Solidarnością”.

– To słowo jest ważne w całym moim życiu. Solidarnie wychowałam dzieci, trzymałam z moimii, dzieliłam się tym, co mam. „Solidarność” to przyjaźń międzyludzka – mówi Henryka Krzywonos-Strycharska, sygnatariuszka Porozumień Sierpniowych, która wystąpiła w dokumencie obok Bożeny Rybickiej-Grzywaczewskiej, Bożeny Ptak i Ireny Oleszek.

– Przez ich opowieści chcieliśmy pokazać odpolityczniony, egzystencjalny charakter tego strajku – podkreśla Zięba.

Pytanie o prawo do opinii

Do doświadczenia odwołać nie mogą się zaś młodzi ludzie ze spektaklu „21”. I jak podkreślają jego reżyserzy – Jerzy Jan Połoński i Jarosław Staniek – o to właśnie chodzi.– Sam jestem niemal równolatkiem „Solidarności” – mówi Połoński i dodaje, że nieraz zadawał sobie pytanie, czy może zabierać głos w dyskusji o „Solidarności”, czy ma prawo do wydawania opinii. I tak poszukiwania odpowiedzi dały początek spektaklowi. – Skierowaliśmy się w stronę zwykłych ludzi, którzy kochali, bali się, tęsknili – mówi. – Nie chcemy nikogo z nich gloryfikować czy potępiać. Chcemy po prostu ten czas przeżyć po swojemu.

Spektakl ma nawiązywać do słynnego eksperymentu Philipa Zimbardo, którego uczestnicy wcielili się w więźniów i strażników. Wczuli się w swoje role tak bardzo, że po kilku dniach badanie trzeba było przerwać.

Dla Połońskiego takim eksperymentem był... komunizm. – W spektaklu pokazujemy moment, w którym ludzie także mówią: Mamy dość, przerwijcie to – mówi.

Trzy hektary emocji

W widowisku udział weźmie 80-osobowa grupa aktorów, tancerzy i muzyków. Początkowo mieli oni wystąpić na deskach Teatru Narodowego.

– Szybko jednak doszliśmy do wniosku, że te figury, loże, złota byłyby sztuczną scenografią – mówi Zięba. Z pomocą przyszła huta – miejsce silnie związane z historią Polski.

– To tu dziewięciokrotnie był Lech Wałęsa i tu odbyła się msza księdza Popiełuszki – pierwsza w państwowym zakładzie – podkreśla Henryk Hulin, prezes firmy ArcelorMittal, która użyczyła przestrzeni hali o pow. 3 ha.

W niedzielę jej część zapełni ponad tysiąc widzów (początek o godz. 20). Bilety są jeszcze do nabycia w empikach. Ich cena jest niebagatelna. Za miejsca stojące trzeba zapłacić 110 zł, a siedzące – 220 zł. Jak tłumaczą organizatorzy, koszt ten podyktowany jest skalą przedsięwzięcia i faktem, że nie wiadomo, czy widowisko będzie jeszcze wystawiane, a film szeroko dystrybuowany.

Światowa prapremiera musicalu z choreografią Jarosława Stańka

Edgar Allan Poe

Musical by Eric Woolfson
Opera House Halle / Germany
28.08.09

Edgar Allan Poe

Owacjami na stojąco zakończyła się światowa prapremiera musicalu inspirowanego życiem i twórczością Edgara Allana Poe.

Musical napisany przez Erica Woolfsona założyciela legendarnej grupy Allan Parsons Project, wyreżyserowany przez Frank'a Alva Buecheler'a cenionego reżysera i producenta spektakli muzycznych zachwycił premierową publiczność.

Dzięki technologii live streaming po raz pierwszy w historii premiera transmitowana była przez internet. Fani musicalu na całym świecie mogli oglądać przedstawienie, a także to co się działo za kulisami i na widowni. W Bostonie mieście urodzenia Edgar'a Allan'a Poe wielbiciele jego twórczości mogli oglądać premierę na wielkich ekranach ustawionych na ulicy.
Spektakl będzie grany na scenie Opera House Halle, ale producenci już rozpoczęli przygotowania do trasy po największych niemieckich miastach.

Zobacz krótki film z przygotowań do premiery »

POE das musical z choreografią Jarosława Stańka

POE
Eric Woolfson - autor i kompozytor, założyciel legendarnej grupy Allan Parsons Project

POE
Producenci i realizatorzy

EDGAR ALLAN POE Musical – News

Abbey Road Studio Concert Showcase, November 2003, London
An elaborate concert version of the POE musical was staged at Abbey Road Studios in November 2003. It has taken a long time to find the right producer and creative team to bring the vision of the piece to a full blown production for the theatre and we are absolutely delighted that this has co-incided with the 200th anniversary of Edgar Allan Poe's birth.

World Premiere Production, March 2009, Berlin - Production Team:
The songs and dialogue in this production are in German.
Composer & Author – Eric Woolfson
Translator – Daniel Call
Director – Frank Alva Buecheler
Choreographer – Jaroslaw Staniek
Musical Director – Volker M. Plangg
Set & Costumer Designer – Christoph Weyers
Lighting designer – Andrew Voller
Producer: INTERNATIONAL LIVE ENTERTAINMENT GROUP in cooperation with TIMES SQUARE PROCUTIONS

World Premiere
This will take place on 27th March 2009 at the Admiralspalast Theatre in Berlin

New Musical Album
A new album entitled ‘Edgar Allan Poe’ containing all 17 songs from the musical, will be released in January 2009
Eric Woolfson Sings The Alan Parsons Project That Never WasNew Eric Woolfson APP Album featuring 2 songs from the POE musical
Eric Woolfson sings two of the songs from the Edgar Allan Poe musical on his soon to be released album ‘Eric Woolfson sings The Alan Parsons Project That Never Was’ album. This will be released in January 2009.

Wolter übernimmt Titelrolle bei "Edgar Allan Poe"
(24.12.2008)

Lucius Wolter

Lucius Wolter übernimmt die Titelrolle in Eric Woolfsons Musical "Edgar Allan Poe", das am 27. März im Berliner Admiralspalast Premiere feiert. Bekannt wurde Wolter als Marius in der Berliner "Les Misérables"-Produktion. Im Anschluss folgten unter anderem Engagements beim "Phantom der Oper" in Essen, "Rebecca" in Wien und "West Side Story" in Thun. Nach der dreiwöchigen Laufzeit in Berlin zieht das Poe-Musical weiter in die mobile Ausweichstätte des Deutschen Theaters nach München. (kw/ah)

do góry do góry | E-mail: jaroslawstaniek@jaroslawstaniek.pl

Wszelkie materiały na stronie pochodzą ze zbiorów prywatnych
i nie mogą być wykorzystywane komercyjnie. Kopiowanie
i rozpowszechnianie bez zgody autora zabronione.