powrót

GREASE

"Grease", czyli młodość w Muzycznym

"Grease" w reż. Macieja Korwina w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Pisze Łukasz Rudziński w portalu Trójmiasto.pl

Grease

Ostatnia premiera Teatru Muzycznego w tym sezonie adresowana jest zdecydowanie do młodszej części widowni. Solidny, poprawny spektakl "Grease" na tle ostatnich premier - "Lalki" i "Spamalota" - mimo wszystko wypada jednak blado.

Decydując się na wystawienie "Grease" reżyser i dyrektor Teatru Muzycznego, Maciej Korwin, nie krył, że robi spektakl przede wszystkim dla młodej części zespołu Muzycznego i dla dobrej zabawy po obu stronach rampy. O ile realizacja pierwszego celu udała się bez cienia wątpliwości, o tyle powodzenie tego drugiego nie jest już takie oczywiste.

Problemem musicalu stworzonego przez Jima Jacobsa oraz Warrena Caseya w 1972 roku nie jest do bólu naiwna, pełna stereotypów, hollywoodzka historia o dwojgu zakochanych - Sandy i Dannym, którzy po romantycznych wakacjach niespodziewanie spotykają się w szkolnej rzeczywistości i koleżeńskich układzikach, co znacznie komplikuje ich relację.

Kłopotem, na który reżyser nie znalazł sposobu, są realia "Grease", odwołujące się do amerykańskiej subkultury młodzieżowej greasers z lat 50. Młodzi, "ulizani" brylantyną ludzie stali się na długie lata symbolem kontrkultury. Tyle, że symbolem dawno już przebrzmiałym. I choć dzisiejsze powiedzenie "skóra, fura i komóra" jakoś tam przystaje do ideałów greasersów, o tyle w wersji prezentowanej w musicalu musi się dzisiejszym szkolnym lanserom kojarzyć z prehistorią.

Musical znany jest dziś głównie dzięki ekranizacji z 1978 roku, z Johnem Travoltą i Olivią Newton-John w rolach głównych. Tym też tropem poszedł Jarosław Staniek, który inspirując się filmem stworzył bardzo ciekawą, urozmaiconą choreografię (najsilniejszy punkt gdyńskiej wersji tego musicalu). Warto zwrócić również uwagę na kostiumy autorstwa Doroty Zalewskiej, skrojone na miarę epoki greasersów, w szerokie wzory, w pastelowych odcieniach oraz z nieśmiertelną kratą.

Młodzi aktorzy Muzycznego dobrze radzą sobie z niełatwymi układami tanecznymi i zadaniami aktorskimi. Chociaż scenariusz napisany jest pod główną parę bohaterów (Sandy i Danny'ego), bardzo dobrze wypadają dziewczyny z towarzystwa Sandy - Aleksandra Meller jako przebojowa Betty Rizzo, Anna-Maria Urbanowska w roli seksownej Marty, czy Agnieszka Rose jako słodka Jan. Nieźle zespołowo grają chłopaków z T-birds Michał Zacharek, Adam Zawicki, Sebastian Wisłocki i Krzysztof Wojciechowski.

Gorzej z najważniejszą parą - Dorota Białkowska ma imponujący wokal, ale jej Sandy jest zaskakująco bezbarwna (dużo lepiej Białkowska wypadła jako Serena Katz w "Fame"). Natomiast Marek Kaliszuk za bardzo stara się naśladować Johna Travoltę więc efekt często jest odwrotny od zamierzonego - jego Danny wypada nieprzekonująco zwłaszcza podczas śpiewu. Może dlatego szlagiery "Grease" ("Summer night", czy finałowy "You're the One That I Want") nie brzmią tak efektownie jak można było tego oczekiwać.

Reżyser zaplanował jednak ożywcze epizody, z brawurową wizytą Anioła Stróża (Sebastian Münch) na czele, śpieszącego na pomoc znajdującej się na życiowym zakręcie Frenchy (Karolina Merda). Realizatorzy bawią się również wizerunkiem niektórych bohaterów - lokalny prezenter radiowy (Jerzy Michalski) upozowany został na Chucka Norrisa, a wspomniany Anioł Stróż wygląda jak skrzyżowanie Kory i Piotra Rubika.

"Grease" jest wartościową propozycją w swojej klasie, bez najmniejszych pretensji do miana sztuki ambitnej. To pozycja lekka, nieźle zagrana, w sam raz dla młodzieży, której odebrano ostatnio dwa tytuły - "Footloose - wrzuć luz" i "Fame". Ale brak zwyczajowej owacji na stojąco po premierowym występie (6 maja) powinien uczulić artystów Muzycznego, że od sztuki lekkiej do sztuki letniej tylko jeden krok.

""Grease", czyli młodość w Muzycznym"
Łukasz Rudziński
www.trójmiasto.pl
http://kultura.trojmiasto.pl/Grease-czyli-mlodosc-w-Muzycznym-n47772.html
07-05-2011

Kiedy Danny poznał Sandy

"Grease" w reż. Macieja Korwina w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Pisze Katarzyna Fryc w Gazecie Wyborczej - Trójmiasto.

Grease

«Teatr Muzyczny w Gdyni, który w ostatnim czasie przyzwyczaił widzów do premier takich jak "Lalka" czy "Spamalot" nie powinien liczyć na to, że "Grease" wytrzyma z nimi porównanie. To spektakl z niższej półki, choć zatańczony i zaśpiewany z urokiem.

Spektakl "Grease", reż. Maciej Korwin Gdyńska scena sama jest sobie winna. W poprzednich znakomitych realizacjach pokazała na co ją stać i jak wielki potencjał drzemie w jej artystach, w ten sposób podnosząc sobie poprzeczkę, do której czasem trudno dosięgnąć. Tak się stało w przypadku najnowszej realizacji - gdyńskiej premiery musicalu "Grease" Jima Jacobsa i Warrena Caseya, na bazie którego w 1978 r. powstał przebój filmowy w reżyserii z niezapomnianymi rolami Johna Travolty i Olivii Newton - John. W Gdyni na warsztat wziął go Maciej Korwin, dyrektor teatru Muzycznego, który do przygotowania układów tanecznych zaprosił zaprzyjaźnionego z teatrem świetnego choreografa Jarosława Stańka. Spod ich ręki wyszedł spektakl poprawny, ale dość błahy i - jeśli nie liczyć zbiorowych scen tańczonych i śpiewanych - mało porywający. Całość sprawia wrażenie, jakby powstawała w pośpiechu. Aktorsko niedopracowana, z paroma niepotrzebnymi dłużyznami w pierwszym akcie i bez choćby jednej sceny, która sprowokowałaby widownię do aplauzu. Scenografia i jej zmiany też wymagają ostatniego szlifu, podobnie jak szpetne chłopięce peruki, każda z nażelowanym lokiem.

Para odtwórców głównych ról - Marek Kaliszuk jako Danny, cwaniak i herszt chłopaków z grupy T-Birds i Dorota Białkowska jako Sandy, porządna dziewczyna z dobrego domu, którą Danny poznał na wakacjach - nie ma głębszego pomysłu na swoich bohaterów. Kaliszuk głównie zajmuje się naśladowaniem (czy raczej parodiowaniem) Johna Travolty (obecnego w spektaklu pod postacią zdjęcia w dziewczęcej walizce). Dorota Białkowska, choć dobra wokalnie, aktorsko radzi sobie dużo gorzej, nie wychodząc poza casus niewinnego dziewczęcia, które odkrywa w sobie kobietę.

Miłą niespodzianką są za to pojawiająca się na scenie po raz pierwszy liczna grupa młodych wykonawców ze Studium Wokalno-Aktorskiego - pełni wigoru i głodni sukcesu. To oni dodają spektaklowi lekkości i świeżości.»

"Kiedy Danny poznał Sandy. Recenzja spektaklu Grease"
Katarzyna Fryc
Gazeta Wyborcza - Trójmiasto nr 107 online
http://cjg.gazeta.pl/CJG_Trojmiasto/
1,109143,9566954,Kiedy_Danny_poznal_Sandy__Recenzja_spektaklu_Grease.html

10-05-2011

Kipiące energią gdyńskie "Grease"

"Grease" w reż. Macieja Korwina w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Pisze Jarosław Zalesiński w Polsce Dzienniku Bałtyckim.

Grease

«Po premierze "Footloose" w Teatrze Muzycznym sprzed paru lat, całkiem zresztą udanej, została mi jednak w pamięci niczym ćwiek mała śmiesznostka: brodaty, a kto wie, czy i nie dzieciaty aktor, który w stroju na WF, kozłując piłkę, udawał nastolatka.

Humor w krótkich spodenkach... "Grease", najnowsza, z tego weekendu premiera Muzycznego, szczęśliwie unika takich humoresek dzięki świetnemu pomysłowi reżysera i dyrektora teatru w jednej osobie, Macieja Korwina, który zdecydował się wpuścić na scenę tabun młodych ludzi, często dopiero adeptów działającego przy teatrze studium.

Wygrał na tym jako reżyser, bo wyszło mu dzięki temu przedstawienie kipiące energią tych młodych ludzi. Wygrał jako szef teatru, bo repertuar, oparty na takich hitach, będzie mu się sam kręcił. Najwięcej ugrali jednak na tym młodzi aktorzy Teatru Muzycznego oraz adepci studium. Wykorzystali daną im szansę. To jest ich spektakl, ich show.

Korwin dał im szansę również dzięki temu, że nie stara się być drugim Wojciechem Kościelniakiem, reżyserem, który jest jak Pan Bóg stwarzający coś od nowa. Wyreżyserował "Grease" bardzo porządnie, ale bez kaskad pomysłów. Spektakl ma się kręcić jak dobrze naoliwiona maszynka i tak właśnie się kręci. Tam, gdzie zaczyna siadać, no bo ileż można śledzić infantylną historyjkę, reżyser puszcza do nas oko, robiąc na przykład pastiszową scenkę z Aniołem. A ostatni kwadrans to już czysty żywioł, który premierową publiczność poderwał do długo niemilknącej owacji.

Musical dzięki swej filmowej wersji z Travoltą i Olivią Newton-John jest tak znany, że szkoda chyba czasu na opowiadanie go. Ważniejsze, czy Korwin ucieka od filmu, czy jakoś do niego świadomie nawiązuje. Czy na przykład Paweł Kubat jako Danny Zuko rusza się jak Travolta? Podobieństwo daje się zauważyć, ale bardziej bierze się z tego, że Danny Kubata w ogóle ukrywa duszę nieśmiałego w gruncie rzeczy chłopaka, chowając ją pod pozorami luzaka i twardziela. Tę nieśmiałość Kubatowi udało się pokazać może słabiej, ale charakterystyczne ruchy, jakby przez cały czas występował na estradzie, udawał gwiazdę - to zagrane jest z talentem.

Klasą dla siebie pozostaje Paulina Łaba jako Sandy Olson. Swobodnie śpiewa, a przede wszystkim swobodnie gra, na całe szczęście nie wpadając w manierę, którą niestety grzeszy reszta, przerysowując swoich bohaterów tak, że po jakimś czasie zaczyna to męczyć. Łaba jest inna, równie swobodna w dwóch wcieleniach, i jako niewinne, słodkookie dziewczę z katolickiej szkoły, które trafiło do nieodpowiedniego college'u, i jako nastoletni wamp. Muszę powiedzieć, że kiedy pojawiła się na scenie ubrana w skóry, z rudą grzywą włosów, zatkało nie tylko Danny'ego i jego kumpli, ale i mnie.

Poza Łabą dobrze wykorzystali też swoje solowe numery inni, zwłaszcza trzeba by wspomnieć piosenki zagrane i zaśpiewane (bez tej niedobrej maniery) przez Ewę Gregor, Pawła Mielewczyka czy Krzysztofa Żabkę. Ale głównym bohaterem gdyńskiego "Grease" jest bohater zbiorowy, czyli młodzi aktorzy i adepci, związani z Teatrem Muzycznym. W ich sukcesie na pewno pomogli też Jarosław Staniek ze swoją choreografią oraz Andrzej Ozga, który ze zręcznością Wierzbięty przetłumaczył teksty piosenek.

"Grease" jest spektaklem, który - wierzę - będzie się dobrze sprzedawał przez ileś sezonów. Jasne, nie jest to druga "Lalka", przedstawienie, które wytycza nowe drogi przed teatrem muzycznym, ale nie taka jego rola. Na swój sposób "Grease" także pokazuje przyszłość - gdyńskiego Teatru Muzycznego. Za jakieś dziesięć lat to właśnie ci młodzi ludzie, którzy objawili się w "Grease", będą rządzić na scenie przy placu Grunwaldzkim. Ja będę już wtedy na recenzenckiej emeryturze, ale póki mam okazję, chcę po premierze powiedzieć im wszystkim: dzięki, jesteście świetni.»

"Kipiące energią gdyńskie "Grease""
Jarosław Zalesiński
Polska Dziennik Bałtycki nr 106 online
http://www.dziennikbaltycki.pl/kultura/401000,kipiace-energia-gdynskie-grease,id,t.html
09-05-2011

Szybciej, głośniej, więcej czadu!

"Grease" w reż. Macieja Korwina w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Pisze Piotr Wyszomirski w Gazecie Świętojańskiej.

Grease

Po ogromnym sukcesie "Spamalota" tym razem rozczarowanie. Największą słabością "Grease" Macieja Korwina, zapowiadanego jako rockandrollowa jazda bez trzymanki, jest sam rock and roll.

Fabuła "Grease" jest wyjątkowo nieskomplikowana. Sandy Olson (Dorota Białkowska) rozpoczyna rok szkolny w nowej szkole, w której napotyka Danny'ego Zuko (Marek Kaliszuk), swą letnią miłość. Sandy nie zmieniła się od lata, nadal jest Czerwonym Kapturkiem, za to Danny po wakacjach wraca do swej głównej roli przywódcy gangu T-Birds. Musi dbać o swą pozycję, więc nie może pokazać przed kumplami słabości, za jaką uznana byłaby miłość. Po krótkim i nieskomplikowanym ciągu zdarzeń rzecz nieuchronnie zmierza ku szczęśliwemu rozwiązaniu. Banał historii może drażnić i zniechęcać, nawet jeśli patrzymy nań w kontekście gatunkowym musicalu.Danny Zuko to nie Alex DeLarge, a T-Birds to nie gang wpadający na drinki do Korova Milky Bar, ani nawet Jets czy Sharks z West Side Story. Pod względem artystycznym "Grease" Jima Jacobsa i Warrena Caseya z 1971 roku to krok w tył w stosunku do rewolucyjnego dzieła Bernsteina i Laurentsa z 1957 roku. Jednak "Brylantyna" jest wielkim przebojem, a filmowa wersja z Olivią Newton - John i Johnem Travoltą jest największym sukcesem kasowym w dziejach filmu muzycznego. Na czym polega jej fenomen ?

Przede wszystkim na bezpretensjonalności. "Grease" nie wydziwia, nie rości pretensji do czegoś więcej, niż lekkie i efektowne ukazanie nieśmiertelnych problemów nastolatków, czyli seksu i pieniędzy. Symbolem pragnień i sukcesu jest samochód, z możliwie jak największą kanapą z tyłu w celach wiadomych. Bohaterowie to nie James Dean z "Buntownika bez powodu" czy Marlon Brando z "Dzikiego" - to prości chłopcy, narysowani grubą kreską, śmieszni i uroczy w swej naiwności, wręcz głupkowatości. To tacy gniewni w wersji soft lub light, przystępni i przyswajalni dla masowej publiczności. I jeszcze kilka piosenek: Summer Nights, We Go Together, You Are The One That I Want czy tytułowe Grease. Nic tylko dobrać aktorów, zagrać i, wydawałoby się, sukces murowany.

Maciej Korwin nie potrafił w okresie prób odpowiedzieć jednoznacznie, kto zagra w pierwszej obsadzie, a kto w drugiej. Między aktorami rozgrywał się swoisty mecz, którego ostateczne rozstrzygnięcia były zaskakujące, jeśli uznany, że udział w pierwszej lub drugiej obsadzie ma charakter prestiżowy. Oprócz remontu polityka obsadowa jest chyba największym obecnie wyzwaniem dla dyrektora. Posiadając tak wielu świetnych solistów trzeba w niezwykle umiejętny sposób manewrować zasobami, by pozwolić rozwinąć się wszystkim, a czasami nawet wstrzymać zbyt rozpędzony talent, by zachować równowagę w zespole. Wydaje się jednak, że tym razem ostateczny dobór wykonawców okazał sie połowicznym sukcesem.

Po zgraniu "Footloose" i po ogłoszeniu nowego tytułu Marek Kaliszuk był głównym faworytem do roli Danny'ego Zuko, na której nieśmiertelne piętno wywarł John Travolta. Solista Muzycznego jest gwiazdą nadmorskiego "Grease", znalazł własne pomysły na ukazanie rozbrajającej głupkowatości, którą zniewalał 33 lata temu jeden z najsłynniejszych scjentologów w świecie filmu. Kaliszuk przede wszystkim świetnie tańczy, porusza się i wykorzystuje mimikę, smakowicie i twórczo nawiązuje do Travolty, co oczywiste, ale i Michaela Jacksona. Jego kroczki, gesty, ruchy, miny są najlepsze, ale koledzy z gangu niewiele ustępują szefowi. Cała czwórka, czyli Krzysztof Wojciechowski (Kenickie), Sebastian Wisłocki(Sonny Latierri), Adam Zawicki(Roger) i Michał Zacharek(Doody) gra bez zarzutu, każdy z aktorów ma pomysł na siebie, są zróżnicowani, wyraziści, energetyczni. Małym odkryciem jest dla mnie Zacharek, w zabawie Presleyem zdradził niemałe możliwości, mam nadzieję, że będziemy go oglądać w coraz większych rolach.

Honoru kobiet broniła tym razem przede wszystkim Dorota Białkowska. Jej przemiana z Czerwonego Kapturka w dziewczynę wyzwoloną, choć nie mająca wytłumaczenia psychologicznego (no tak, ale to musical, więc nie czepiajmy się za bardzo), jest tyleż zaskakująca, co efektowna. Przeistoczona, w długich, rozpuszczonych włosach i obcisłych, skórzanych spodniach, ujawnia niezauważalny w poprzednim wcieleniu seksualizm i staje się godną partnerką przywódcy gangu, który już nie musi się wstydzić i ukrywać ze swoją miłością.

Swoje chwile mają Tomasz Więcek i Sebastian Munch. Pierwszy ze swoją przeuroczą, absolutną miną niczym Ben Stiller z miną Magnum, wcielił się w postać Johny'ego Casino, a niezapomniany kantor granatu z Antiochii z wdziękiem poprowadził postać (Teen Angel)Anioła. Gdyńska inscenizacja ma niecodzienną klamrę:na początku i na końcu pojawiają się uczestnicy Zjazdu Absolwentów, dzięki czemu spektakl staje się rodzinny, firmowy i społecznościowy, a na scenie tańczą także Ewa Wielebska(na co dzień suflerka) oraz Grażyna Dunal (inspicjentka). W tym wesołym zespole kapitalnie prezentują się Andrzej Śledź i Tomasz Fogiel - wielkie brawa za luz i całokształt. Obaj cudownie zaprzeczają klątwie:Too Old to Rock 'n' Roll: Too Young to Die! R'n'r to nie kwestia wieku, ale mentalności.Jak zwykle, chciałoby się już rzec, pomysł na rolę miał Tomasz Czarnecki(Eugene Florczyk).

W zespole tanecznym po raz kolejny czaruje wdziękiem i umiejętnościami Vilde Valldal Johannessen. Wśród panów uwagę zwraca absolwent Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Gdańsku i student psychologii na Uniwersytecie Gdańskim Stawros Pittas. Oboje popisują się w kilku świetnych układach autorstwa Jarosława Stańka, który był głównym powodem wystawienia "Grease" w Gdyni, jak dowcipnie zakomunikował reżyser spektaklu. "Grease" realizowała potężna ekipa, której rozmiarów pozazdrościłby Broadway. Oprócz ok. 50. aktorów i tancerzy oraz orkiestry rozdzielone zostały zadania na choreografa(Staniek), scenografa (Wojciech Stefaniak), kostiumologa (Dorota Zalewska) i kierownika ruchu scenicznego (Bernard Szyc). Za kierownictwo muzyczne odpowiedzialni byli Dariusz Różankiewicz i Tomasz Filipczak (dyrygent podczas pierwszej premiery), Staniek i Stefaniak mieli swoich asystentów, a Maciej Korwin nawet asystenta (Paweł Bernaciak) i współpracownika (Bernard Szyc).

Niestety poziom wykonawczy jest bardzo nierówny. Kilka bardzo słabych ról, za dużo co najwyżej średnich tancerzy. Po ogromnym sukcesie "Spamalota" tym razem spotyka nas rozczarowanie. Największą słabością "Grease" Macieja Korwina, zapowiadanego jako rockandrollowa jazda bez trzymanki, jest sam rock and roll: za wolny, za cichy, za słaby. Po raz pierwszy od dawien dawna byłem rozczarowany warstwą muzyczną spektaklu prezentowanego na deskach sceny im. Danuty Baduszkowej. Nie ta orkiestracja, nie to tempo, nie ta dynamika. Bez zarzutu był tylko Beauty School Dropout i w miarę finałowy Medley. R'n'r to szaleństwo, to wolność, to niczym niepohamowana ekspresja - tego nie widziałem i nie czułem na scenie, jakby aktorzy byli powstrzymywani, blokowani. Aż się prosi w takiej scenie jak Miss Lynch z pomponami, by pociągnąć ją dalej i dać aktorce (Ewa Gregor) szanse na kapitalną, niezapomnianą, szaloną chwilę. Myślę także, że Andrzej Śledź dałby radę wtargnąć na zjazd absolwentów na Harleyu Davidsonie - itd, itd. Skoro już są wtręty nie z epoki (Kołysanka Komedy z Dziecka Rosemary), to czemu nie pozwolić sobie na więcej pomysłów?

"Grease" w roku 2011 w perukach i zagrany mainstreamowo rozczarował mnie. Nie chodzi już o przekroczenie, zabrakło po prostu pazura, zabrakło czadu. Mam nadzieję, że spektakl będzie ewoluować w kierunku kontrolowanego szaleństwa. Wtedy zwycięży.

"Szybciej, głośniej, więcej czadu! Po premierze "Grease" w Teatrze Muzycznym w Gdyni"
Piotr Wyszomirski
Gazeta Świetojańska online
http://gazeta.razem.pl/index.php?id=2&t=1&page=24452
09-05-2011

powrót
do góry do góry | E-mail: jaroslawstaniek@jaroslawstaniek.pl

Wszelkie materiały na stronie pochodzą ze zbiorów prywatnych
i nie mogą być wykorzystywane komercyjnie. Kopiowanie
i rozpowszechnianie bez zgody autora zabronione.