powrót

METROPOLISH !

METROPOLISH zawładnął krajem... - fotorelacja

2010-06-23 14:50:05

W 10 miastach Polski pokazano wyjąkowe show taneczno–teatralne „Metropolish”.  W samej Warszawie, w Teatrze Studio spektakl oglądało wiele gwiazd znanych z pierwszych stron gazet. Podczas finałowego pokazu, który odbył się w Gdyni 20 czerwca twórców oklaskiwał tłum zachwycony tą niezwykłą opowieścią...

Metropolish

350 strojów, najlepsi Polscy tancerze z białostockiego STUDIA TAŃCA FAIR PLAY, choreograf i reżser Jarosłw Staniek, multimedialna scenografia. To wielkie, przygotowanie z rozmachem show moża był zobaczyć w 10 miastach Polski. Wszystko wskazuje na to, że trasa będzie kontynuowana w kolejnych miesiąach, gdyż zainteresowanie przerosło oczekiwania twórców i mecenasa spektaklu – Miasta Białstok. Podczas warszawskiej premiery można było spotkać gwiazdy zachwycone show. Wśród nich znaleźi się Michał Piróg, Edyta Herbuś Rafał Maserak, Ania Bosak, Weronika Marczuk, Małorzata Kosik, Zygmunt Kukla, Roman Czejarek, Patricia Kazadi, Agnieszka Krukówna, Elżieta Jęrzejewska i Paweł Stasiak. Konferencję prasową przed spektaklem poprowadził zaprzyjaźniony z reżserem – Borys Szyc.

Metropolish

„Metropolish” to opowiedziana tańem i muzyką historia ludzi, którzy przebudzili się na obcej ziemi, po zagładzie starego świata. Zagubieni, samotni, przerażeni, starają się przystosować do nowego otoczenia. Każdy znajduje dla siebie jakąś rolę w nowym społczeństwie. Szybko tworzy się nowa hierarchia. Motłochy pracują dla celebrytów, Salon żywi się cierpieniem Podziemia. Ta gorzka, metaforyczna opowieść o zniszczonych marzeniach i utracie złudzeń z jednej strony w odważny sposób pokazuje brutalną rzeczywistość, w tym tę kreowaną przez media, z drugiej daje nadzieję że nie wszystko jeszcze stracone… Spektakl został wymyślony przez Jarosłwa Stańka, który zrealizował w ten sposób swoje marzenie podjęcia współracy z najlepszymi tancerzami młodego pokolenia i połączenia energii bijącej od pasjonatów muzyki i tańca na jednej scenie. W tworzeniu widowiska pomagali mu tancerze z grupy Fair Play Crew: Rafał Kamińki “Roofi”, Piotr Gałzyk “GaUa”, Karol Niecikowski “Niecik”, Błażj Górski “Bzyga” – finaliśi programu “You Can Dance” oraz Cezary Krukowski i Wojciech Blaszko, czyli Kruk i Blacha – znani z II edycji “Mam Talent”. Na scenie wystąił ponad 60 wykonawców, prawdziwych wirtuozów b-boy'ingu, poppingu czy tańa współczesnego m.in. b-boy Kleju, Natalia Madejczyk, Szymon Osińki oraz wokalistów m.in. Marta Maćowska z programu “Fabryka Gwiazd” i Dorota Krukowska.

Czy możmy uchronić się przed zagrożniami, które sami generujemy? Czy młdzi ludzie zostanąporwani przez “Metropolish” tak jak dawniej stał się to w przypadku kultowego “Metra” i odnajdą w spektaklu samych siebie? Świat przyszłośi tworzymy już dziś Warto wię zobaczyćdoką mogą nas zaprowadzićdzisiejsze wybory…

 

Metropolish

Metropolish

Metropolish

Metropolish

 

więej na stronie: http://www.bialystok.pl/1066-metropolish---rezerwacja-zaproszen/default.aspx


METROPOLISH - RECENZJA

Andrzej Wierciński

Go with the Flow but Don’t Stop Thinking

W poniedziałek, 24 maja 2010 w Teatrze Muzycznym w Lublinie o godzinie 19.00 obejrzałem z grupą zaproszonych przyjaciół znakomity spektakl taneczny “Metropolish”. Uczyć się patrzeć to uczyć się widzieć. Słuchać i słyszeć. Być w horyzoncie piękna.

Znakomici tancerze w wieku od dziewięciu do trzydziestu dwóch lat zaczarowali przestrzeń. Zamieszkali ją po swojemu. Genialny reżyser widowiska Jarosław Staniek nazywa spektakl “telesocjostory”. I mówi o zmęczeniu życiem, o pokusie ulegania wszechpanoszącej się recepcie na wygodne rozumienie. Wzajemne przenikanie się świata wirtualnego i realnego tworzy swoistą fenomenologię nudy. Fascynującą i degradującą. Przerobiliśmy ten temat już nieraz w literaturze światowej. Balzac i Flaubert. Także nasza nieśmiertelna Barbara z wyśnionym Józefem z “Nocy i Dni”. I jej bohatersko rozgrywany psychodramat: “Tolibowski by wiedział”. Do tego oczywiście wszechobecny Heidegger. I Solaris Tarkowskiego, z pomysłem na autentyczne doświadczenie czasu poprzez paradoksalne nasycenie go przenikliwą nudą.

Sam tytuł spektaklu przywołuje niezapomniane “Metropolis” Fritza Langa z lat dwudziestych poprzedniego wieku. Wiele pomysłów reżyserskich i choreograficznych uwyraïnia się, kiedy rozumiemy oryginalną walkę klas, a także katastroficzną wizję kondycji ludzkości. I czujemy przepaść między “klubem słońca” i robotnikami, bez których pracy w pocie czoła niemożliwe byłoby rozkoszowanie się rajskimi owocami, jednakże nie przez nich, ale przez błękitnokrwistych wybrańców bogów i ludzi.

“Metropolish” to zaproszenie do refleksji nad sensem życia w świecie wciąż jeszcze zdominowanym przez wzorce kulturowe, które dość jednoznacznie określają to, co wypada. Wiemy więc bez zbędnej dyskusji jak należy się ubrać na spektakl teatralny, na który to nota bene chodzi wciąż coraz mniej osób. Wiemy, co przystoi nastolatce, a co babci. Co nałożyć by wyglądać “przyzwoicie” i nie wzbudzić negatywnych reakcji. Jak objąć, dotknąć, przytulić...

A tu raptem na scenie stopienie horyzontów. Nic nie jest jednoznaczne. Trzeba wciąż pytać, choć akcja tak szybka, że nie ma szansy na odpowiedï. Prowokacja goni 2 prowokację. Jak w życiu. Można tylko udawać, że nic się nie dzieje. Ale to nie wychodzi. Raptem pojawia się ktoś, kto wypełnia przestrzeń na nowo, zachwyca, rzuca na kolana. Dosłownie. Aż ciarki przechodzą. Na chwilę. I zaraz zmienia się scenario. Wschodzi następna gwiazda, by niebawem być znowu zaćmioną. Przy wciąż rewelacyjnej swobodzie i wirtuozerii tancerzy. Znakomite formy wyrazu wypracowane przez zespół, kiedy to on właśnie “niesie” spektakl, przy oczywiście genialnych popisach solowych, również tych akrobatycznych i pantonimicznych.

Telebimy, sczególnie te z dość co prawda drażniącą plakatywnością stwierdzeń, to przecież istotna część współczesngo życia społeczeństwa. Spektakl jest przegadany jak przegadane jest życie ludzi, którzy go tworzą. Unieść ciszę nie jest prosto nikomu. Tym jaśniejszy jest zamysł prowokacyjny reżysera, kiedy raptem na ekranie widz czyta, że 84% odbiorców to bezkrytyczni pożeracze nowinek. Trudno byłoby wyimaginować sobie publiczność, która byłaby złożona jedynie z owych 16% wybranych, światłych, wtajemniczonych. Niejasne są, były i będą granice demarkacyjne. Czyżby więc chęć zrażenia publiczności? Albo zarażenia jej wirusem podejrzliwości, nade wszystko wobec samej siebie? Według motta “look first at yourself”. A wiec znów teatr w teatrze?

Byłoby dość ryzykowne rozumienie spektaklu w horyzoncie krytyki społeczeństwa, które my rówież współstanowimy. Odbiór ten jest krytycznym, prowokacyjnym i konstruktywnym pytaniem, które zadajemy sami sobie. Jacy naprawdę jesteśmy? Jak daleko ślepo zawierzamy utartym schematom zachowań i wielokrotnie bezmyślnie powtarzanej hierarchii wartości, która nijak przekłada się na nasze osobiste przekonania i nastawienia?

Wywiady z tancerzami, nierzadko drażniące banalnością i czułostkowością wypowiedzi, są dla mnie bardzo ważne. Jest w nich coś niesamowicie szczerego, prawdziwego. O szczerości świadczy nie tyle co mówią owi młodzi ludzie o sensie życia, o umiłowaniu tańca, ale to jak mówią. Ze wzruszającą sentymentalnie nonszalancją akcentują, że chodzi im o to, by żyć swoim własnym życiem, według własnego pomysłu, na swój własny rozrachunek, a nie tak jak chce babcia, ciocia, czy ksiądz proboszcz i pani Stefa.

Muzyka, świetnie wyreżyserowane światło, wysublimowana choreografia z wielką troską o szczegół, znakomita technika tańca, śmiała gra kolorami, zarówno w scenografii, jak i w kostiumach, pomysłowych, odważnych, stylowych. Widziałem 3 w swoim życiu niemało przedstawień na świecie. Przez kilka lat intensywnie studiowałem z moimi baletowymi przyjaciółmi hermeneutykę tańca, przygladając się ich interpretacjom choreografii tak znakomitych twórców jak Hans van Manen, John Neumeier, Jiri Kylian, Mats Ek, Lucinda Childs, czy Angelin Preljocaj w Bawarskim Balecie Narodowym w Monachium. To ostatnie przedstawienie, najświeższe, gościnnie w Lublinie, ma niesamowitą siłę przebicia. Można je analizować na wielu płaszczyznach. Dziś brak czasowego dystansu działa na korzyść transparencji projektu świetnie zatańczonego. Trzeba dobrze rozumieć ducha bardzo szeroko rozumianego street dance i hip-hopu by widzieć sprawną translację na język potoczny. Sam jeszcze stosunkowo niedawno tańczyłem sportowo salsę i hip-hop ze znakmitymi afro-amerykańskimi i południowoamerykańskimi młodymi choreografami. Każdy, kto widział “You Got Served” rozumie czym jest pasja tańca, również, a może szczególnie w przypadku street dance. Etymologicznie pasja (passio) to choroba i ból, ale też dedykacja i takie poświęcenie, które przemienia życie.

Rzeczywiście często jesteśmy zmęczeni patetycznymi wyznaniami ludzi, którzy wylewają serce przed Bogiem i przed kamerami, choć pewnie mistycznym marzeniem każdego byłoby sfilmowanie i zatańczenie Psalmów, znakomicie kondensujących radości, dylematy i rozterki wszystkich ludzi wszystkich czasów. Rzadko wzruszają nas już dziś odkrycia techniki, które urealniają nawet najbardziej wymyślone zdarzenia. A jednak wciąż, każdy na swój własny sposób, wierzy w prawdę ludzkiego serca. Wierzy, że gdzieś tam, nawet jeśli jest to nieosiągalne dla wielu, dzieje się życie. Takie, jakim ono jest. I to właśnie ono dramatycznie woła o interpretację. O docieranie do rozumienia. W pocie i w zmęczeniu, może nawet w fizycznym i psychicznym wyczerpaniu. Jak w tańcu.

Kiedy dziś, goszcząc w Lublinie, widzę znakomity “białostocki” spektakl to nie mogę się nie cieszyć. Zamiast wylewać krokodyle łzy, że nie ma młodych w teatrach i kościołach, warto byłoby zapytać w drugą stronę: ilu szanownych hierarchów szczerze zainteresowanych jest sztuką tworzoną przez młodych. Ich problemami wyrażanymi w ich języku. Choć Białystok był jedynie miastem mojego dojrzewania, wciąż mam przed sobą twarze Pani Tosi z Klapsa i Pani Zosi z Pierwszego Ogólniaka, Krzycha, który pokazywał mi piękno natury, nic o nim nie mówiąc i Pani Profesor od matematyki, której nie mogłem zawieść. Nawet za cenę nieprzespanych nocy i dosyć wyrafinowanych konszachtów z transcendencją. Mamy, Marii, która dawała mi zadania zawsze na wyrost i siostry Ali, dla której opowiadałem niekończące się 4 historie w dzieciństwie i byłem i kołem ratunkowym i wentylem i wyzwaniem. I Kamili, która od dziecka tańczyła pod różnymi szerokościami geograficznymi do lokalnych rytmów, jak tubylcy, nie licząc kroków.

Warsztatu można się uczyć wszędzie, jeśli widzi się po temu potrzebę. Wiadomości też można dość sprawnie uzupełnić. Ale trudno jest żyć i iść dalej bez miłości. I przeświadczenia, że warto szukać, może nawet wbrew beznadziejności i podszeptom fałszywych proroków. Ubogacać się tym wszystkim, co dzieje się w drodze. Niech wiele będzie więc poranków letnich, i pereł i korali, bursztynu i hebanu, jak u Kawafisa w podróży do Itaki.

Dopóki są młodzi ludzie, których pasją jest uczenie się widzenia rzeczy i świadczenie o tym innym, możemy żyć nadzieją. Są wciąż jeszcze ludzie, którzy nie poddają się zniewalającej ideologii bylejakości i konformizmu. I pytają po swojemu, nieraz niezwykle dramatycznie. Bardzo szanuję tę surowość pytań, wytańczoną dziś na scenie z wirtuozerią speców od street dance. W moim świecie hermeneutycznym cenię sobie niezwykle otwartość i gościnność. Nazywam to hermeneutics of hospitality. “Metropolish” to wezwanie i wyzwanie, by każdy z nas, wciąż na nowo, odnajdywał się w świecie. Jako mieszkaniec i gość. Swój i obcy. Na miarę wielkości własnego serca. A może nawet więcej. By we wspólnocie, na scenie i na widowni przekraczał siebie, konwencje, role społeczne, oczekiwania i wyobrażenia. “Metropolish” to wielowymiarowe zaproszenie do transgresji. PDDr. theol. habil. Dr. phil. Andrzej Wierciński Research Professor

Albert-Ludwigs-Universität Freiburg, Germany
http://www.theol.uni-freiburg.de/institute/ist/cr/wiercinski
President of the International Institute for Hermeneutics
http://www.chass.utoronto.ca/iih
e-mail: andrew.wiercinski@gmail.com

 

powrót
do góry do góry | E-mail: jaroslawstaniek@jaroslawstaniek.pl

Wszelkie materiały na stronie pochodzą ze zbiorów prywatnych
i nie mogą być wykorzystywane komercyjnie. Kopiowanie
i rozpowszechnianie bez zgody autora zabronione.