powrót

ZŁY

Kościelniak potwierdza formę. "Zły" w Teatrze Muzycznym

 

Nowy sezon artystyczny w Teatrze Muzycznym w Gdyni otworzyła prapremiera musicalu "Zły" według prozy Tyrmanda - wart polecenia rozrywkowy spektakl żonglujący konwencjami i wciągający widza do gry w zagadkę kryminalną.

Na początek jedno zastrzeżenie: musical "Zły" według arcypopularnego przed laty kryminału Leopolda Tyrmanda nie jest przeniesionym na scenę głębokim traktatem o ludzkiej kondycji, nasyconym wielowarstwowymi metaforami. Nie jest, bo być nie może. Powieść Tyrmanda przed kilkoma dekadami ludzie wyrywali sobie z rąk, co nie znaczy, że to jest literatura wybitna. Raczej znak tamtych czasów, świadectwo trudów egzystencji w powojennej Warszawie. A przede wszystkim powieść z gatunku, który ma dawać ludziom rozrywkę z dreszczykiem.

Z natury rzeczy więc inscenizacja "Złego" nie może mieć ciężaru gatunkowego "Lalki" czy "Chłopów", wcześniejszych spektakli Wojciecha Kościelniaka wystawionych w Gdyni, bezsprzecznie wybitnych. "Zły" to nie ta liga. Co nie znaczy, że nie zasługuje na brawa i pełną widownię.

"Lalka" i "Chłopi" byli obudowaną wieloma znaczeniami uniwersalną przypowieścią o ludzkim losie, filozoficzną alegorią nas wszystkich. Natomiast "Zły" to propozycja rozrywkowa - rozgrywająca się w określonym czasie i miejscu opowieść bardziej o zjawisku niż o ludziach. W dodatku ujęta w formalny nawias - jest nim zbiór konwencji, którymi reżyser posługuje się, by ta opowieść była atrakcyjna. I taka jest.

Pewna marka

Wojciech Kościelniak, adaptator i reżyser "Złego", to pewna marka, na której można polegać i która poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Bilety na jego spektakle można kupować w ciemno. W jego osobie skupiają się cechy ponadprzeciętnego inscenizatora, który potrafi przeforsować własne pomysły, do ich realizacji dobrać sobie grupę znakomitych współpracowników, a z zespołu aktorskiego wydobyć (by nie rzec: wycisnąć) wszystko, co najlepsze. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pod jego kierownictwem wielu artystów Muzycznego osiąga maksimum swoich możliwości.

Po raz kolejny udowodnił to w "Złym", którego prapremiera w piątkowy wieczór zainaugurowała nowy sezon artystyczny w Muzycznym. Zainaugurowała w pięknym stylu, dodajmy.

"Zły", rozgrywający się w nieodbudowanej jeszcze stolicy, jest opowieścią o ludziach z półświatka, którzy terroryzują warszawiaków, próbujących w ruinach i peerelowskiej siermiędze prowadzić normalne życie. Ważne miejsce w spektaklu, podobnie jak na kartach powieści Tyrmanda, zajmuje panorama powojennej Warszawy. Z jednej strony bieda, zgliszcza i przestępczość, z drugiej - łyżwiarze na lodowisku, kolejka do kina, wyścig kolarski, potańcówka w barze. Przemówienie Bieruta, jego portret, socjalistyczne hasła, kronika filmowa, pierwszomajowe flagi, neony - to wszystko, dzięki znakomitym zabiegom scenografa Damiana Styrny (ważną rolę pełnią także efektowne animacje), buduje na scenie klimat Warszawy czasu socrealizmu. Podobnie jak monochromatyczne, czarno-szare kostiumy zaprojektowane przez Katarzynę Paciorek.

Inaczej jest z muzyką Piotra Dziubka, która raczej odbija się od tej epoki, niż wprost do niej nawiązuje. W "Złym" usłyszymy wyjątkowo zróżnicowane kompozycje: od typowego dla lat 50. swingu, przez free jazz, klasyczną i bogato zaaranżowaną muzykę ilustracyjną, po rumbę i współczesne ballady.

Zabawa formą

Rozrywkowy charakter powieści i jej inscenizacji zachęcają do zabawy formą. Ponieważ oś fabularną stanowi tajemnicza postać Złego, czyli Henryka Nowaka (w tej roli specjalnie ucharakteryzowany Krzysztof Wojciechowski), walczącego z chuliganami, całość przybiera ramy komiksowej historii o superbohaterze. Stąd niektóre dialogi ujęte w formę dymków z napisami, stąd piosenka "Senior Zorro" w efektownym wykonaniu dawno nie widzianego w Gdyni Tomasza Steciuka w roli redaktora Edwina Kolanko, którego "Express Wieczorny" tropi wyczyny Złego. Stąd także choreograficzna umowność scen walki (choreografia Jarosława

Stańka jest wielkim atutem tego przedsięwzięcia) i cytaty z popkultury. Scena zjadania parówek przez główną parę: doktora Halskiego (Tomasz Więcek) i jego dziewczynę Martę (Mariola Kurnicka) to nawiązanie do randki nad miską makaronu w disneyowskim "Zakochanym kundlu", a podmuch powietrza unoszący sukienkę Olimpii Szuwar (Anna Maria Urbanowska), kochanki mafiosa Merynosa (Bernard Szyc), każdemu skojarzy się z Marilyn Monroe.

Najnowsza premiera Muzycznego nie przyniosła wielkich kreacji aktorskich, bo też materiał fabularny służy raczej pokazaniu zbiorowości, niż indywidualności. Przyniosła za to odkrycie utalentowanej wokalnie Sylwii Wąsik w roli barmanki Hawajki, i udany powrót dawno nie oglądanej Ewy Gierlińskiej w roli zakochanej w Merynosie rubasznej Anieli.

Spektakl, zwłaszcza pierwszy akt, utrzymany jest w zawrotnym tempie, w którym oglądamy coraz to nowe, ciekawsze i perfekcyjnie zrealizowane pomysły inscenizacyjne. "Zły" wytraca impet w drugim akcie (nieco za długim), zmierzającym do rozwikłania zagadki kryminalnej i finału, w którym poznajemy dramatyczną przeszłość Złego i powody, dla których walczył z bandytami.

Za dwa lata zobaczymy w Muzycznym kolejną opowieść Kościelniaka o superbohaterze. Tym razem weźmie na warsztat "Wiedźmina".

Katarzyna Fryc
Gazeta Wyborcza
06.09.2015
http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35636,18716924,koscielniak-potwierdza-forme-zly-w-teatrze-muzycznym.html

 

Mroczne uroki bikiniarskiej Warszawy. "Zły" w Teatrze Muzycznym w Gdyni

 

Katarzyna Wysocka

Wojciech Kościelniak w „Złym” po raz kolejny pokazał potęgę gatunku według własnej koncepcji. Rozmach w każdym calu i detalu, zabawa ruchem, gestem, słowem, ilustracyjność muzyczna i wizualizacje tworzą odrębne byty. „Przegadana” powieść Leopolda Tyrmanda została poddana koniecznym obróbkom, choć całość i tak nabiera kształtu muzycznego eposu, ze zbiorowym bohaterem, doświadczonym wojną, poszukującym własnej prawdy w ruinach niepokonanej Warszawy oraz bikiniarskich rytmach jazzu. Nadmiar, „bizantyjskość”, wielość wątków i postaci oraz tempo sprawiają, że oprócz podziwu widz może doświadczyć wysiłkowego zmęczenia intelektualno-sensualnego.

Nie mam wątpliwości, że „Zły” to majstersztyk sam w sobie. Podejście całego zespołu realizatorów może znokautować każdego, kto poszukuje w teatrze muzycznym wyłącznie rozrywki. Zintegrowane działania artystyczne, pieczołowitość scenariuszowa, detalizacja scenograficzno-kostiumowa, rozmach oraz walory choreografii budują własne historie, godne pochylenia się w wielu momentach. Rytm spektaklu nie pozwala odbiorcy dzieła odpocząć niemal w ogóle, choć w drugiej „rundzie” tempo zostaje spowolnione. Pierwszy akt przybrał kształt „sparringu” inscenizacyjnego, widz poddawany jest „pressingowi” przez muzykę i obraz „rozgrywający się” na wielu planach. Ruch sceniczny, w mojej opinii, był najlepszy, jaki widziałam u Kościelniaka w wydaniu Jarosława Stańka. Mimo że można było mieć skojarzenia z filmowym „West Side Story”, zachwycałam się „zatrzymaniami”, slow motion, szczegółowością i pomysłowością choreograficzną każdej postaci w grupie,  wykorzystaniem zakamarków, małych przestrzeni, w których ruch wydaje się utrudniony.

Już sam program teatralny stanowi historię, przetwarzając na komiksowy język stylistykę sceniczną spektaklu. Mroczne klimaty powojennej Warszawy, aspirującej do miasta ze społecznymi zasadami, przybierają w „Złym” hybrydową wielogatunkowość. Połączone ze sobą, zapewne z tęsknoty gatunkowej: triller, kryminał, powieść szpiegowska, film gangsterski, „superbohaterski” komiks, „ballada miejska”, musical ulicy - tworzą mieszankę smaków i wyobraźni twórców. Panoramiczność postaci, wielowątkowość zdarzeń prowokują percepcję widza, umożliwiając stawianie ocen skrajnie różnych. Oto „cały” Kościelniak, nie mający w Polsce sobie równych.

Tytułowy Zły, czyli Henryk Nowak, nie skupia na sobie uwagi. Z jednej strony wynika to z konstrukcji komiksowej, kiedy superbohater pojawia się nagle, w sytuacji najwyższej potrzeby i ratuje z opresji zbiorowość lub pojedyncze, godne uratowania, jednostki. Z drugiej strony Nowak  do końca spełnia swoją rolę „pokutnika” za przeszłe dzieje, kiedy bezceremonialnie zmasakrował niepełnosprawnego inwalidę wojennego. Mimo takiego uzasadnienia, rola Złego nie do końca staje się kontrastem dla pozostałych postaci. Poszukiwanie sprzymierzeńców przez Henryka Nowaka może wynikać z faktu wejścia przez niego w rolę „czyściciela” miasta z oprychów, jednak determinacja, z jaką to robi, stawia go raczej w roli banity, a przecież to autochton, z warszawskiej Pragi. Zupełnie nieoczekiwane było dla mnie porównanie Złego do pomnikowego i nieskalanego wizerunku Zorro, działającego zawsze w dobrej wierze, uroczego, delikatnego, szarmanckiego, za którym w ogień skoczyłyby nie tylko zastępy kobiet, ale również dzieci i zwierzęta. W odróżnieniu od Batmana, Spidermana czy właśnie Zorro, Zły nie ma swojego alter ego, nie widzimy go w żadnych, codziennych sytuacjach, nie wytwarza więzi. Nowak nie ma szans na miłość, na normalne życie, tylko na uznanie. Jest smutny jak polskie poczucie winy.

Reżyser, podążając za literackim wzorem, wydaje się, że „odpuścił” Złemu, ostatecznie ogałacając go z tajemnicy w ostatnim monologu. Krzysztof Wojciechowski w roli Nowaka miał zatem za zadanie wyodrębnić postać z tłumu innych, choć bez wpływania na złożoność emocjonalną czy wizerunkową bohatera. Szkoda, że właśnie ta postać nie została poddana współczesnej obróbce, dając jednak nadzieję na szlachetność działań i motywacji. Szkoda również, że postać ta, niemal jako jedyna, nie miała partii śpiewanych, tylko mówione. Wojciechowski, będący w rozkwicie swoich umiejętności scenicznych, mógł "powalić" widza swoim śpiewem, a tak miał tylko jedną możliwość, na samym końcu musicalu, aby zaprezentować przejmująco opowieść o cierpieniu.

Wielu postaciom zostały nadane indywidualne cechy, odbiegające czasem od powieściowych „iluminacji” czytelniczych. Niestety Marta Majewska w koncepcji Marioli Kurnickiej nie wniosła młodzieńczej odkrywczości. Mnie urzekła Ewa Gierlińska w roli Anieli, upadłej „Królowej Siekierek”. Katarzyna Kurdej pokazała, po raz kolejny, że czuje się wyśmienicie w repertuarze szlagierów i splendoru sławy jako gwiazda. Bernard Szyc (Filip Merynos, właściciel spółdzielni pracy oraz cappo di tutti capi w stolicy), im starszy (bez obrazy), niczym wino, staje się „smaczniejszy”, subtelniejszy, zostawiając poczucie wytrawnej szlachetności. Jak zwykle, widać było u niego potrzebę mentalnego wsparcia partnerów i zespołu. Ciekawy w wielu momentach był Sebastian Wisłocki jako Robert Kruszyna, odkrywający powoli swoje wszechstronne umiejętności aktorskie. Tomasz Więcek, urodzony „łamacz” serc niewieścich i „czaruś”, radzi sobie i tym razem, z lekkością wpisując się w nocną, szemraną atmosferę barów i lokali warszawskich jako stołeczny lekarz Witold Halski, poddawany codziennie efektom prawa ulicy. Andrzej Śledź w roli Alberta Wilgi, okazał się bezwzględnym, cynicznym przestępcą, korzystającym z nadarzających się okazji do okazywania swoich sadystycznych skłonności. To udana, przemyślana rola. Tomasz Steciuk (redaktor Edwin Kolanko) ciekawie dopasował się do konwencji spektaklu i postaci, dając jednak ograniczony upust możliwościom nadpobudliwego redaktora „Expresu wieczornego”. Nie przekonał mnie jego pomocnik, Kuba Wirus, grany przez Saszę Reznikowa, ulubieńca publiczności, u którego widać było dużą trudność w interpretacji tej postaci, „oddającej” ducha  stolicy. Trudna w odbiorze całości była koncepcja postaci Jonasza Drobniaka, pana z melonikiem, „trzymanego” w formie, bo proporcje między komizmem i tragizmem przesunęły się niebezpiecznie w stronę groteski. Mateusz Deskiewicz w tej roli jest bardzo konsekwentny, uważny i precyzyjny, Chaplinowsko zabawny. Być może ta postać miała stać się łącznikiem między światami, do czego Wojciech Kościelniak zdążył nas przyzwyczaić. Warto wspomnieć wyróżniających się PawłaCzajkę, Zbigniewa Sikorę czy Krzysztofa Kowalskiego.

Damian Styrna pokusił się o mocną, mroczną konstrukcję scenograficzną z drapieżnym wpływem wizualizacji, chcąc widza zaskoczyć, przerazić widmami przeszłości, ale i zabawić się z nim. Mamy więc Bieruta, Stalina, słyszymy w oddali głos jedynie słuszny, milicja stanowi o porządku świata, widz nieustannie wprowadzany jest w detale lat pięćdziesiątych zeszłego wieku w Polsce poprzez informacje o cenach, zwyczajach, miejscach, atrybutach środowiskowych, a nawet rozbudowane konotacje leksykalne (pyszna scena pudełkowa) i ortografię. Animacje Styrny wprowadzają zupełnie nową jakość do polskiego teatru muzycznego, dzięki nim świat przedstawiony przybiera formę trzeciego wymiaru, który „nie zaśmieca” sceny, ale także przywołuje historyczne momenty, jak budowanie Pekinu, czyli Pałacu Kultury i Nauki (dar Związku Radzieckiego oddany do użytku 22 lipca 1955). Urokliwa jest scena "parówkowa", przywołująca nostalgię za jakością wyrobów mięsnych i stanowiąca polską odpowiedź nascenę makaronową z "Zakochanego kundla". Tych elementów nostalgicznych jest mnóstwo - marki alkoholi, papierosów, brzmienia słów, klimat, wręcz zapach i smak itd. Nawiązanie do ikonicznego wampira z filmu „Nosferatu wampir” Murnaua, Marilyn Monroe, oczu z „Cats”, chodząca stale po ścianie mucha, „komiksaizacja” dialogów, to tylko kilka przykładów zabawy z widzem i dygresjami. Tym razem nie było postaci metafizycznej i twarzy pobielonych, za to nad wszystkim "czuwała" tajemnicza i obojętna twarz gigantycznych rozmiarów, trochę jakby z Igora Mitoraja, trochę świadek dawnej potęgi.

Kilka scen na pewno przejdzie do musicalowej historii. Scena pudełkowa zasługuje na szczególne uznanie, ponieważ w przeciągu kilku minut otrzymaliśmy zlepek nomenklatury i frazeologii zeszłego wieku. Urzekały sceny rodzajowe na lodowisku, Wyścig Pokoju, jesienna, szalikowa zawierucha-kurzawa wpisana w scenę pojedynku Złego z Merynosem (zdekonspirowanym Buchowiczem). Sceny w autobusie i pościg samochodowy również stanowią o jakości i walorach spektaklu.

Muzyka Piotra Dziubka, stanowiąca spore wyzwanie dla widza przez nadmiar jazzu, choć w lekkim wydaniu, miała wiele ciekawych momentów, głównie poprzez swoją ilustracyjność, niemal filmową narrację. Zabrakło jednak hitów, choć na długo mogły zapaść w pamięć piosenki „Jazz baba riba” czy „Zły”, mnie przejęła również „Królowa Siekierek” w wykonaniu Ewy Gierlińskiej. Niektóre kompozycje przypominały stylistykę muzyczną „Lalki”, w piosence Saszy Reznikowa czuć było wpływy muzyki południowoamerykańskiej. Jak zwykle u Kościelniaka i Dziubka w ich "musicalu+", endemicznej hybrydzie międzygatunkowej, muzyka pełni wiele funkcji:narracyjną, ilustracyjną, dramaturgiczną, rozbudza różne emocje, organizuje i rytmizuje. To muzyka wszechogarniająca. Już podczas premiery można było zakupić płytę z piosenkami ze spektaklu - zakup pożądany jak najbardziej podobnie jak zakup programu.

Kościelniaka teatr totalny to zagadnienie na doktoraty. Ilość szczegółów, nawiązań oraz inspiracji i dygresji powodować może zawrót głowy, a pochylić się nad nimi w jednej recenzji po jednokrotnym obejrzeniu, nie sposób. Tytaniczna praca całego zespołu realizatorów i wykonawców budzi zachwyt i szacunek. Wyobraźnia adaptacyjna reżysera zdaje się nie mieć granic, przed nim wyzwanie z "Wiedźminem", potem film, opera, ale co dalej?

"Zły" to obowiązkowe zaliczenie dla każdego miłośnika literatury, teatru i widowiska. Wielopoziomowość najnowszej propozycji Teatru Muzycznego w Gdyni sprawia, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie: intelektualiści tropiący koincydencje i kodowanie, poszukiwacze inteligentnej rozrywki i oczekujący wielkich emocji w teatrze. A nad wszystkim rozciąga się bezbrzeżnie tajemnica. Ale o tym, królu złoty - cicho sza!

Musical „Zły” na podstawie wielowątkowej powieści kryminalnej Leopolda Tyrmanda z 1955, reżyseria i adaptacja: Wojciech Kościelniak, muzyka i kierownictwo muzyczne: Piotr Dziubek, współpraca muzyczna: Dariusz Różankiewicz, przygotowanie wokalne: Agnieszka Szydłowska i Anna Domżalska, teksty piosenek: Rafał Dziwisz, choreografia: Jarosław Staniek, scenografia i animacje: Damian Styrna, Kostiumy: Katarzyna Paciorek, asystent reżysera: Paweł Bernaciak, asystent choreografa: Joanna Semeńczuk, asystent scenografa: Eliasz Styrna, asystent kostiumologa: Katarzyna Malinowska, warsztaty wokalne: Anna Ozner, tajniki sztuk walki: Janusz Kołakowski. Obsada:

MARTA MAJEWSKA – Mariola Kurnicka
DOKTOR WITOLD HALSKI - Tomasz Więcek
MORYC (WIESŁAW MECHCIŃSKI) - Krzysztof Kowalski
REDAKTOR EDWIN KOLANKO - Tomasz Steciuk (gośc.)
KUBA WIRUS - Sasza Reznikow
PORUCZNIK MICHAŁ DZIARSKI - Aleksy Perski
KLUSIŃSKI – Marek Sadowski 
JULIUSZ KALODONT - Zbigniew Sikora
ZŁY-HENRYK NOWAK - Krzysztof Wojciechowski
JONASZ DROBNIAK - Mateusz Deskiewicz
OLIMPIA SZUWAR -  Anna Maria Urbanowska
FILIP MERYNOS - Bernard Szyc
ROBERT KRUSZYNA - Sebastian Wisłocki
ROMA LEOPARD - Katarzyna Kurdej
EUGENIUSZ ŚMIGŁO - Jerzy Michalski
FRYDERYK KOMPOT - Jacek Wester
ALBERT WILGA - Andrzej Śledź
ANIELA - Ewa Gierlińska, Dorota Kowalewska
JERZY METEOR - Tomasz Bacajewski
HAWAJKA - Sylwia Wąsik 
OBYWATEL KUDŁATY – Paweł Bernaciak
JÓZEF SIUPKA - Tomasz Fogiel
LOWA ZYLBERSZTAJN – Marcin Słabowski
LISTONOSZ ANTONI PAJĄK - Tomasz Gregor
ZENON – Maciej Podgórzak
BASISTA/KOMENTATOR RADIOWY - Paweł Czajka
METO – Przemysław Pawłowski
IRYS – Rafał Kozok /ad/
JANOWA - Agnieszka Kaczor

oraz
Ewelina Dańko, Ewa Gregor, Vilde Johannessen, Paulina Kroszel, Sara Ławniczak, Aleksandra Meller, Katarzyna Więcek, Michał Lewandowski, Karol Mbaye, Stavros Pittas, Jarosław Rzepiak, Gabriel Dubiel /ad/, Dariusz Czarniecki /ad/, Jakub Badurka /ad/, Jan Napieralski /ad/, Chrystian Talik /ad/, Michał Pasternak /ad/, Paweł Sikora /ad/, Michał Sienkiewicz /ad/, Krzysztos Suszek /ad/, Patryk Kazek /ad/, Ewa Kłosowicz /ad/, Dagmara Rybak /ad/, Marta Kwiatkowska /ad/, Izabela Pawletko /ad/, Martyna Gogołkiewicz /ad/, Ewelina Hinc /ad/, Paula Philipp /ad/. Premiera na Dużej Scenie Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni, 4 września 2015. Czas trwania: ok. 220 minut z jedną przerwą.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
07.09.2015
http://www.gazetaswietojanska.org/index.php?id=2&t=1&page=51198

 

powrót
do góry do góry | E-mail: jaroslawstaniek@jaroslawstaniek.pl

Wszelkie materiały na stronie pochodzą ze zbiorów prywatnych
i nie mogą być wykorzystywane komercyjnie. Kopiowanie
i rozpowszechnianie bez zgody autora zabronione.